Wtedy tata odchrząknął. „Emma, musimy porozmawiać o sobocie”.
Mrugnęłam, zbita z tropu. „Impreza u mamy? Tak, będę koło siódmej”.
Kenneth wyprostował się, krzyżując ramiona z miną ostateczną. „Właśnie po to tu jesteśmy”. Coś w jego tonie, tym wyćwiczonym, protekcjonalnym przeciągłym tonie, którego używał w sądzie, przyspieszyło mi puls.
Wzrok mamy powędrował na jej kolana, milcząco przyznając się do współudziału.
„Emma” – powiedział tata, starając się brzmieć rozsądnie – „rozmawialiśmy z twoim bratem i… uznaliśmy, że najlepiej będzie, jeśli nie przyjdziesz na imprezę w tym roku”.
Słowa uderzyły mnie jak cios. Zamarłam, próbując je przetworzyć. „Co?”
Tata westchnął, jakby tłumaczył coś prostego dziecku. „Musisz zrozumieć, kochanie, to nie jest małe spotkanie rodzinne. Będą tam ludzie z klubu golfowego, moi wspólnicy, koledzy Kennetha z firmy. Na tych imprezach chodzi o pozory, o prezentowanie pewnego wizerunku”.
Mrugnęłam ponownie, a początkowy szok ustąpił miejsca powolnemu, gorącemu paleniu w piersi. „Pozory?”
Kenneth wtrącił się, a jego głos ociekał wyższością. „Emmo, to nic osobistego. Po prostu… koleżanki mamy plotkują. Porównują swoje dzieci. Wiesz, jak to jest. To duże wydarzenie towarzyskie, a nie miejsce na… eee…” Wskazał mnie niejasnym gestem, ruchem nadgarstka, który zignorował całe moje istnienie. „Poeksperymentuj z tym, co robisz ostatnio”.
„Co ja robię ostatnio?” powtórzyłam niebezpiecznie cicho.
Kenneth przewrócił oczami. „Masz trzydzieści lat, Emmo. Mieszkasz sama w wynajętym mieszkaniu. Pracujesz w domu, robiąc… co to znowu?… jakieś zawiłe komputerowe rzeczy. Jeździsz tą starą hondą i ubierasz się, jakbyś wciąż studiowała. To po prostu… nie taki wizerunek, jaki chcemy prezentować”.
No i stało się. Obnażone, bez wahania, bez wstydu.
Leave a Comment