„Muszę zgłosić usiłowanie zabójstwa” – powiedziałem. Słowa zawisły w powietrzu, uciszając rozmowę dwóch policjantów za nim.
Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu – ciężarna kobieta w eleganckim płaszczu, wyglądająca na przerażoną. „Usiłowanie zabójstwa? Na kim, proszę pani?”
„Na moim nienarodzonym dziecku”
„ – powiedziałam łamiącym się głosem. – I na mnie”.
Położyłam wilgotną chusteczkę z resztką tabletki i poszarpaną notatką na wysokim blacie. – Moja teściowa. Powiedziała mi, że to witamina. Mój teść, który jest sparaliżowany i nie może mówić, zdołał to napisać i mi to dać. Proszę. Musisz to przetestować.
Sierżant spojrzał na notatkę. Obrysował wzrokiem drżące litery. Potem spojrzał na tabletkę. Sceptycyzm zniknął, zastąpiony zmarszczonym czołem.
„Proszę tu zaczekać” – powiedział.
Przyprowadzili detektyw, kobietę o nazwisku Miller. Spisała moje zeznania w małym pokoju bez okien. Opowiedziałem jej wszystko – o izolacji, komentarzach o „defektach genetycznych”, presji, tłuczeniu szkła. Słuchała bez przerywania, robiąc obszerne notatki.
Wysłali resztki tabletki do miejscowego laboratorium narkotykowego w celu przeprowadzenia szybkiego badania wstępnego. Czekanie było męczarnią. Siedziałem na twardym plastikowym krześle, opierając dłoń o brzuch, modląc się.
Godzinę później wróciła detektyw Miller. Nie patrzyła już na mnie z profesjonalnym dystansem. Wyglądała na złą. Zimną, tlącą się złością.
„To nie witamina, pani Sterling” – powiedziała ponuro, kładąc teczkę na… stół. „Laboratorium to potwierdziło. Zawiera dużą dawkę mifeprystonu i misoprostolu. To mieszanka stosowana do wywoływania aborcji farmakologicznej. Biorąc pod uwagę dawkę w tej jednej tabletce i twoją drobną budowę, prawdopodobnie spowodowałoby to gwałtowne poronienie i silny krwotok, zanim jeszcze twój samolot wylądował w Kalifornii”.
Pochyliła się do przodu. „Gdybyś była w powietrzu, kiedy to zadziałało… mogłabyś się wykrwawić w samolocie”.
Zakryłam usta, żeby stłumić szloch. Nie chciała tylko zabić dziecka. Nie obchodziło jej, czy zginę w trakcie. Właściwie moja śmierć byłaby wygodnym bonusem – tragicznym powikłaniem ciąży, które pozostawiłoby Davida pogrążonego w żałobie wdowca, gotowego do ponownego małżeństwa z kimś wybranym przez Marthę. Detektyw Miller wstała i zapięła kaburę. „Mamy prawdopodobną przyczynę. Zdobędziemy nakaz przeszukania domu. Musimy znaleźć resztę tabletek, zanim zniszczy dowody. Jesteś gotowy tam wrócić? Nie musisz, ale… – Idę – przerwałem, wstając. – Nie zostawię George’a samego z nią.
5. Wyzwolenie dla dwojga
Policja działała szybko. Próba otrucia i bezprawne przerwanie ciąży były poważnymi przestępstwami, a potencjalne zagrożenie dla sparaliżowanego, bezbronnego dorosłego podniosło priorytet do krytycznego.
O godzinie 16:00 konwój trzech radiowozów podjechał pod żwirowy podjazd rezydencji Greystone. Słońce zaczynało chować się za horyzontem, rzucając długie, krwawe cienie na trawnik.
Siedziałam z tyłu samochodu detektywa Millera, obserwując przez przyciemnianą szybę. Serce waliło mi jak młotem, tym razem nie ze strachu, ale z dzikiego oczekiwania.
Wyważyli drzwi. Nie widziałam, kto wszedł, ale słyszałam krzyki. Nalegałam, żeby wejść za nimi, w asyście funkcjonariusza.
Znaleźli Marthę w werandzie, uosobienie arystokratycznego wypoczynku. Popijała herbatę Earl Grey, wpatrywała się w swój ogród różany i rozmawiała przez telefon z… przyjaciółka.
„Wszystko załatwione, Beatrice” – mówiła, a jej głos niósł się przez otwarty łuk, nieświadoma, że policyjne kamery już nagrywają. „Problem zniknie do jutra. David wróci do domu z tragicznym poronieniem – stres, słaba kondycja, wiesz, jak to jest. Możemy w końcu zacząć szukać dla niego odpowiedniej żony. Może kogoś z Vanderbilt.”
„Martha Sterling!” krzyknęła detektyw Miller, wchodząc do pokoju. „Odłóż słuchawkę!”
Martha upuściła słuchawkę. Filiżanka roztrzaskała się o podłogę – poetyckie echo szkła, które George wcześniej stłukł. Odwróciła się, a na jej twarzy malowały się: szok, oburzenie, a w końcu świt grozy, gdy zobaczyła mnie stojącego za policjantami.
„Ty…” syknęła, a jej oczy zwęziły się w szparki. „Ty niewdzięczny mały szczurze.”
Leave a Comment