Żołądek mi się ścisnął, zanim zdążyłam cokolwiek przeczytać.
iPad był zsynchronizowany z Apple ID Ethana.
Seria rozmów wylała się na ekran niczym pozostawione wyznanie.
Marissa.
Nieznane numery.
Kontakt o nazwisku „D. Ruiz” z krótkimi, zwięzłymi wiadomościami, które brzmiały jak porady prawne.
Lily kliknęła w rozmowę z Marissą.
Pojawiły się te same słowa, co na zrzucie ekranu, a potem jeszcze więcej.
Ethan: Umieściłam aplikację monitorującą pod pustą ikoną.
On jej nie zobaczy.
Marissa: Obiecałeś zająć się ciążą.
Ethan: Zajmę się tym.
Tylko… daj mi pomyśleć.
Marissa: Myśl szybciej.
Nie robię tego sama.
Krawędzie mojego pola widzenia się rozmazały.
„Aplikacja do monitoringu” – wyszeptałam.
„Jaka aplikacja?”
Lily przełączyła ekran główny.
„Szukałam gier”.
Zobaczyłam ikonę bez nazwy.
Dotknęłam jej, a ona poprosiła o hasło.
Bez nazwy.
Bez podpisu.
Przeszukiwałam wspomnienia: Ethan nalegał.
dodał, że „skonfigurował mi telefon”, Ethan zaoferował „pomoc” w moich księgowościach, Ethan zawsze wiedział, kiedy wychodzę z domu, do którego sklepu idę i jak długo zostanę.
Zmusiłam się do oddychania i przewijałam wiadomości, szukając pocieszenia.
Kontakt prawny – D. Ruiz – był jeszcze gorszy.
Ethan: Muszę udokumentować tę niestabilność.
Jeśli wpadnie w panikę, pomoże w sprawie.
Ruiz: Nie prowokuj go.
Po prostu to zapisz.
Ethan: Telefon wydaje dźwięk.
Wyraźnie.
Dźwięk.
Przycisnęłam kostki palców do ust, żeby nie wydać dźwięku, który mógłby przestraszyć Lily.
To nie był zwykły romans.
To był plan.
Plan, który zakładał przekształcenie moich reakcji w broń przeciwko mnie.
„Mamo?” — Głos Lily był cichy.
Leave a Comment