„Co robisz?” Też wstałem, serce waliło mi jak młotem, jak uwięziony ptak. „Garrett, przestań. To nie jest śmieszne”.
Ale oni już mnie nie słyszeli. Złapali Lenę za ramiona. Sapnęła ze zdziwienia, bardziej z szoku niż ze strachu – wciąż myślała, że to tylko zabawa. „Preston, nie! Tato! Puść mnie!” wyjąkała, próbując się wyrwać, ale jej śmiech przerodził się tylko w nerwowy chichot. Nie chciała psuć nastroju ani okazywać słabości.
Pociągnęli ją przez trawnik w stronę drewnianego pomostu. Pobiegłem za nimi. „Przestań natychmiast! Jesteś pijany! Nie wiesz, co robisz!”
Zignorowali mnie. Byłem dla nich niczym powietrze, irytującym brzęczeniem. Zaciągnęli ją na sam koniec pomostu, który wystawał nad ciemną, lodowatą wodę. Jezioro wydawało się czarne i bezdenne.
„No dalej, dziewczyno z miasta. Pokaż, na co cię stać” – warknął Preston.
„Nie, proszę, nie!” – krzyknęła Lena. W tym momencie w końcu zrozumiała. Zrozumiała, że to nie żart. W jej głosie słychać było autentyczne przerażenie.
Pobiegłam do nich, próbując odciągnąć Prestona, ale on odepchnął mnie szorstko. Potknęłam się, o mało nie upadłam, i w tej samej chwili, z ostatnim, zadowolonym ze siebie śmiechem, odepchnęli ją.
Wszystko wydarzyło się w mgnieniu oka. Ciało mojej córki, ciężkie od przemoczonych ubrań, zniknęło pod powierzchnią z głuchym pluskiem. Pozostały tylko ciemne zmarszczki i kilka pęcherzyków powietrza. Cisza. Sekunda, dwie, trzy. Cisza, która ryknęła w moich uszach głośniej niż jakikolwiek krzyk. Potem wybuchnęli głośnym, donośnym śmiechem, jakby właśnie byli świadkami…
olśniewająca komedia.
„To ją obudzi!” powiedział Garrett, ocierając łzy śmiechu z oczu.
Ale Lena nie wypłynęła. Stałam jak sparaliżowana, wpatrując się w czarną wodę, a mój własny krzyk uwiązł mi w gardle. W końcu wypłynęła, tylko na chwilę. Zobaczyłam jej bladą, wykrzywioną twarz. Cienka strużka krwi spływała po jej skroni, ciemna, niemal czarna na mokrej skórze. Jej oczy były puste, nieostre. Nie krzyczała, nie miotała się. Po prostu patrzyła w nicość. Potem jej ciało znowu zwiotczało i zaczęło powoli tonąć.
Wtedy w końcu krzyknęłam. To był nieludzki, zwierzęcy krzyk, który wyrwał się z głębi mojej duszy. „Ratunku! Tonie! Uderzyła się w głowę!”
Preston i Garrett stali na brzegu, nieruchomi. „Daj spokój, Eleanor Hayes” – Preston machnął nonszalancko ręką. „Przestań dramatyzować. Ona umie pływać”.
„Skończcie z tą histerią” – dodał Garrett, odwracając się w stronę swojego czarnego SUV-a. „Sama wyjdzie. Trochę ochłody nie zaszkodzi”.
Odwrócili się i poszli do swojego SUV-a. Spojrzałam na nich, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Po prostu ją tam zostawili. Krzyknęłam ponownie, a głos mi się załamał. „Dokąd jedziecie? Wracajcie! Ona umiera!”.
Drzwi samochodu zatrzasnęły się z hukiem. Silnik ryknął. Preston wystawił głowę przez okno i, wciąż uśmiechając się, krzyknął: „Nie psuj nam wieczoru, teściowa. Do zobaczenia w domu!”.
I odjechali. Chrzęst żwiru pod oponami, daleki warkot silnika, a potem cisza – tylko plusk wody i mój rozpaczliwy, bezradny krzyk, który cichł w zimnym wieczornym powietrzu nad czarnym, obojętnym jeziorem.
Leave a Comment