Nie drgnęłam, gdy to powiedziała. Jej głos drżał na tyle, by zabrzmieć odważnie, niczym idealne vibrato ofiary.
„Jestem w ciąży z jego dzieckiem”.
Trzystu gości westchnęło chórem. Dźwięk był fizyczny, niczym nagła próżnia wysysająca powietrze z katedry. Kwartet smyczkowy ucichł, smyczki unosiły się nad strunami niczym zawieszone gilotyny. Aparaty fotograficzne zamarły w pół kliknięcia, obiektywy uchwyciły moment, w którym moja bajka zamieniła się w koszmar.
Twarz mojego przyszłego męża zbladła. Wyglądał jak duch w swoim szytym na miarę smokingu, bezgłośnie otwierając i zamykając usta.
A ja? Uśmiechnęłam się.
Bo czekałam na to.
Leave a Comment