„Nieważne” – odpowiedziała Deborah, tonem ściśle profesjonalnym. „Liczy się tylko to, że ma to na papierze. Mamy pięć dni do rozprawy, a nawet mniej, jeśli będzie naciskał na wydanie orzeczenia w trybie pilnym”.
Wyciągnęłam z torby formularze oświadczenia ofiary i położyłam je przed Savannah. „Wypełnij je. Wszystko w porządku. Dziś wieczorem składamy wniosek o tymczasowy nakaz ochrony”.
„A Maddie” – dodała Deborah – „załatw mi te dowody bankowe, o których wspominałaś. Sędzia będzie miał problem z wydaniem mu Khloe, jeśli udowodnimy, że ją okradał”.
Przerwało nam pukanie do drzwi. Pielęgniarka wsunęła głowę do środka. „Kapitanie Cole? Jest do pana telefon z recepcji. Ktoś powiedział, że to pilne”.
Wyszłam i podniosłam słuchawkę.
„Tu kapitan Reigns” – powiedział ochrypły głos. „Proszę być w moim biurze o 14:00, aby omówić skargę złożoną przeciwko panu za nadużycie władzy. Proszę się nie spóźnić”.
Wiedziałem bez pytania, kto złożył wniosek.
„Rozumiem, proszę pana”.
Rozłączyłem się i spojrzałem na Deborah, która obserwowała nas z progu.
„Patricia?” – zgadła.
„Gra nieczysto” – powiedziałem. „Próbuje związać mi ręce”.
Deborah uśmiechnęła się krzywo. „Skoro boją się zaatakować cię z dwóch stron, to znaczy, że masz ich w garści. Zajmij się swoim przełożonym. Ja zajmę się wnioskiem o opiekę”.
Rozdział 4: Ofensywa
Kiedy wszedłem do biura kapitana Reignsa, rolety były już zaciągnięte. Przesunął w moją stronę teczkę z szarej tektury.
„Pani matka twierdzi, że wykorzystywał pan swoją pozycję do uzyskiwania dostępu do cywilnych dokumentów finansowych bez zezwolenia” – powiedział. „Twierdzi, że atakuje pan ją i jej zięcia z osobistych powodów”.
Zachowałem neutralny wyraz twarzy. „Proszę pana, to nieprawda”.
Zjadłem. Mam podpisane pełnomocnictwo od mojej siostry, małżonki właściciela konta. Wszystko, co zrobiłem, jest legalne i udokumentowane. Nie korzystałem z żadnych zasobów wojskowych, aby uzyskać dostęp do tych akt.
Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. „Wierzę ci, Cole. Ale takie oskarżenia nie znikają tylko dlatego, że masz rację. Wydział Śledczy to sprawdzi. Tymczasem, proszę, prowadź śledztwo w ramach cywilnych procedur prawnych. Nie przekraczaj granicy”.
„Tak jest.”
Wyszedłem stamtąd z nienaruszonym stanowiskiem, ale zagrożenie było realne. Mój telefon znowu zawibrował. Poczta głosowa od Patricii.
Zrobiłaś z siebie idiotkę, Madison. Myślisz, że ochronisz Savannah? Stracisz pracę, a kiedy to nastąpi, ona nie będzie miała nikogo.
Usunąłem to bez zapisywania.
W szpitalu przygotowywaliśmy się do wojny. Spędziliśmy następne dwadzieścia cztery godziny na budowaniu sprawy. Deborah skontaktowała się z Biurem Inspektora Generalnego Departamentu Spraw Weteranów w sprawie oszustwa. Spisałem chronologię wydarzeń: nadużycie, kradzież, SMS-y, nagranie Kyle’a pod moimi drzwiami.
Następnego ranka w sądzie unosił się zapach pasty do podłóg i niepokoju.
Kyle siedział przy stole powoda, wyglądając na zadowolonego z siebie w garniturze, który był na niego za duży. Patricia siedziała tuż obok niego, w pastelowej marynarce i z wyrazem samozadowolenia i pobożności.
Sędzia, siwowłosy mężczyzna w ostrych okularach, spojrzał na papierkowej roboty.
„To pilne przesłuchanie w sprawie opieki i nakazów ochrony” – oznajmił.
Adwokat Kyle’a zaczął pierwszy, przedstawiając Savannah jako osobę niezrównoważoną, twierdząc, że wywlekła niepełnosprawne dziecko w noc bez powodu. To było dobre przedstawienie – jeśli nie znało się prawdy.
Kiedy nadeszła kolej Deborah, nie wygłosiła kazania. Po prostu przedstawiła fakty.
„Wysoki Sądzie, moja klientka uciekła po ataku fizycznym. Mamy raporty medyczne i zdjęcia”. Przesunęła makabryczne zdjęcia żeber Savannah po stole.
„Mamy również dokumentację pokazującą, że pan Merrick i pani Blake wspólnie zarządzają kontem, na które wpłacane są świadczenia VA dla dziecka. Środki z tego konta zostały wydane na wakacje i luksusowe dobra, a nie na dziecko”.
Patricia poruszyła się na krześle. Kyle przestał się uśmiechać.
„Wreszcie” – powiedziała Deborah – „przedstawiamy nagranie audio z wczorajszego poranka”.
Odtworzyła nagranie. Głos Kyle’a wypełnił salę sądową, ociekając arogancją i zawoalowanymi groźbami pod adresem oficera wojskowego.
W sali zapadła głucha cisza.
Sędzia wpatrywał się w Kyle’a. „Panie Merrick, nie wolno panu kontaktować się z żoną ani dzieckiem poza nadzorem sądowym. Obowiązujący nakaz ochrony pozostaje w mocy”.
Kyle zacisnął szczękę. Patricia pochyliła się, żeby mu coś szepnąć, ale szkoda już została wyrządzona. Wygraliśmy pierwszą rundę.
Idąc na parking, sprawdziłem telefon. Kolejny nieznany numer.
„Daj spokój, kapitanie, bo armia pomyśli, że pan zbłądził”.
Pokazałem Deborah. „To nie jest pomyłka”.
Leave a Comment