„Jeszcze nie” – powiedziałam w końcu.
Ratownik medyczny zapytał, czy może chodzić. Nie mogła. Wezwał przez radio nosze, a ja zobaczyłam oczy Khloe śledzące każdy jej ruch. Ponownie przykucnęłam przy jej krześle.
„Pomogą twojej mamie. Dobrze?”
Skinęła głową, ale nie puściła naszyjnika.
Drugi ratownik medyczny przyszedł z noszami i we dwoje delikatnie unieśli Savannah na nosze. Poszłam za nimi do drzwi, obserwując, jak idą korytarzem. Khloe została przy mnie, a funkcjonariusz powiedział, że możemy iść z nią do szpitala, jeśli chcemy. Zamknęłam za nami drzwi i zawiozłam Khloe w stronę windy, czując już w głowie narastające pytania, na które nie miałam jeszcze odpowiedzi.
Drzwi windy rozsunęły się i z parkingu wpadł podmuch wilgotnego, letniego powietrza, gdy podążałyśmy za noszami w stronę karetki. Wózek inwalidzki Khloe zadrżał na betonie, a dźwięk był ostry w ciszy nocy. Jedną ręką trzymałam jej wózek, a drugą, z przyzwyczajenia, unosiłam się nad paskiem, wypatrując kogoś, kto nie powinien tam być.
Wsadzili Savannah na tylne siedzenie, przypinając ją pasami szybkimi, wprawionymi ruchami. Jeden z ratowników medycznych zapytał, czy jadę z nimi. Spojrzałam na Khloe, a potem weszłam na tylne siedzenie, blokując jej wózek obok noszy. Funkcjonariusz wsiadł na przód i karetka ruszyła – syrena wyłączona, ale światła migały.
Oczy Savannah były półotwarte, wpatrzone w sufit. Ratownik medyczny założył jej maskę tlenową na twarz i zaczął sprawdzać jej funkcje życiowe. Milczałam, obserwując, jak jej klatka piersiowa unosi się i opada, próbując zrozumieć, jak ktoś mógł dojść do takiego punktu bez wcześniejszego szukania pomocy.
Głos Khloe przerwał ciszę. „Babcia tam była”.
Odwróciłam się do niej, czując, jak krew w żyłach mi gęstnieje. „Kiedy?”
„Dziś wieczorem” – powiedziała, ściskając naszyjnik tak mocno, że jej palce zrobiły się czerwone. „Powiedziała, żebym nic nie mówiła”.
Pochyliłam się bliżej, ściszając głos. „O czym nie mówić?”
Khloe spojrzała na Savannah, a potem z powrotem na mnie. „O Kyle’u”.
Dłoń Savannah drgnęła na noszach, ale nic nie powiedziała. Kyle Merrick. Jej mąż. Mój szwagier. Facet, który zawsze miał uśmiech, który nie sięgał oczu.
„Czy Kyle jest podejrzanym?” – zapytał ratownik medyczny, podnosząc wzrok znad swojej karty.
Głos Savannah był stłumiony przez maskę. „Nie mów im jeszcze”.
Spotkałam się z nią wzrokiem. „Naprawdę myślisz, że milczenie coś poprawi?”
Odwróciła wzrok.
Ratownik medyczny oznajmił, że ma niskie ciśnienie krwi – prawdopodobnie z powodu krwotoku wewnętrznego. Muszą natychmiast zrobić skany.
Khloe poruszyła się na krześle, a kółka zaskrzypiały. Przykucnęłam obok niej. „Wszystko w porządku?”
Skinęła głową, ale jej oczy błyszczały. „Powiedział, że mnie zabierze. Powiedział, że mama go nie powstrzyma”.
To uderzyło jak cios w brzuch. W myślach już przebiegałam kolejne kroki: nakazy ochrony, wnioski o opiekę w nagłych wypadkach, dokumenty, których większość ludzi się boi, ale ja dzięki mojej pracy mogłam je praktycznie wypełnić przez sen.
Rozdział 2: Ślad papierkowy
Szpitalny oddział ratunkowy był oślepiająco jasny. Przenieśli Savannah do oddzielonego zasłoną pomieszczenia, a potem podeszła pielęgniarka z notesem.
„Rodzina?” zapytała.
„Siostro” – powiedziałam, bez namysłu pokazując legitymację wojskową. Nie było to wymagane, ale zazwyczaj przyspieszało sprawę. Pozwolili mi zostać, Khloe też, ale funkcjonariusz wyszedł na zewnątrz, żeby wykonać kilka telefonów.
Dane życiowe Savannah miarowo piszczały na monitorze. Pielęgniarka zapytała, czy jest już raport policyjny. Pokręciłam głową.
Khloe wpatrywała się w zasłonę, jakby mogła przez nią patrzeć. Przysunęłam krzesło bliżej. „Chcesz mi powiedzieć, co się stało, zanim do mnie przyszłaś?”
Zawahała się, a potem wyszeptała: „Babcia powiedziała, że mama na to zasłużyła. Powiedziała, że zamieszkam w lepszym miejscu”.
Zacisnęłam szczękę. Patricia zawsze miała swoje ulubione miejsca i nigdy nie była to Savannah. Ale stać tam i patrzeć, jak jej córka robi sobie krzywdę… to było
Jak coś zupełnie innego.
Leave a Comment