„Jak się czuje?” Głos Damona był teraz spokojny, ale widziałem, jak lekko drżą mu dłonie, gdy w końcu wziął moje. „Proszę mi wszystko powiedzieć”.
„Pańska żona ma ciężką anafilaksję. Uważamy, że została wywołana przez coś, co połknęła wczoraj wieczorem, choć nie zidentyfikowaliśmy jeszcze konkretnego alergenu. Jej organizm walczy z tą reakcją od prawie dziewiętnastu godzin, a mieliśmy trzy incydenty kardiologiczne”.
Twarz Damona zbladła. „Trzy incydenty kardiologiczne? Jej serce zatrzymało się… trzy razy?”
„Za każdym razem udało nam się ją reanimować. Ale, panie Blackthorne, muszę być z panem szczery. To niezwykle poważna sprawa. Robimy wszystko, co w naszej mocy, ale najbliższe godziny są kluczowe”.
Damon ścisnął moją dłoń mocniej. „Czego pan potrzebuje? Specjalistów? Sprzętu? Mogę mieć tu najlepszy zespół kardiologiczny w kraju w ciągu kilku godzin. Mogę ją przetransportować samolotem do szpitala Johns Hopkins, Mayo Clinic, gdziekolwiek pani zdaniem otrzyma najlepszą opiekę.
Dr Cross pokręciła głową. „Przeniesienie jej teraz byłoby niezwykle niebezpieczne. Ale jest coś…” Zawahała się, rozglądając się po pokoju. „Panie Blackthorne, gdzie jest rodzina pańskiej żony? Kiedy rozmawiałam z nimi o jej stanie, wydawali się bardzo zaniepokojeni jej obecnością tutaj”.
Wyraz twarzy Damona pociemniał. „Co pan ma na myśli mówiąc »gdzie oni są«? Nie są tutaj?”
„Wyszli jakąś godzinę temu. Powiedzieli, że idą na kolację i wrócą później”.
Przez chwilę jedynym dźwiękiem w pokoju był jednostajny pisk mojego kardiomonitora i cichy szum respiratora. Damon wpatrywał się w dr Cross, jakby właśnie powiedziała mu, że Ziemia jest płaska.
„Wyszli?” Jego głos był niebezpiecznie cichy. „Trzy razy miała stan płaski, a oni poszli na kolację?”
„Proszę pana, nie sądzę, żebym miał prawo…”
„Doktorze. Zadaję panu bezpośrednie pytanie. Moja żona kilka razy dziś omal nie umarła, a jej rodzina zostawiła ją, żeby iść coś zjeść?”
Dr Cross niechętnie skinął głową. „Ostatni atak serca miał miejsce jakieś trzydzieści minut przed ich wyjściem. Wydawali się… sfrustrowani sytuacją”.
Obserwowałem, jak coś zmienia się na twarzy Damona. Panika ustąpiła miejsca czemuś chłodniejszemu, bardziej wyrachowanemu. To był wyraz twarzy, który zbudował miliardowe imperium. Wyraz, który sprawiał, że doświadczeni dyrektorzy firm drżeli na posiedzeniach zarządu.
„Sfrustrowany” – powtórzył powoli. „Moja żona walczy o życie, a oni byli sfrustrowani”.
Odwrócił się do mnie, a jego twarz natychmiast złagodniała. „Kochanie, słyszysz mnie? Możesz ścisnąć moją dłoń?”
Zdołałem wycisnąć najlżejszy nacisk, a całe jego ciało odetchnęło z ulgą. „Nigdzie się nie wybieram. Obiecuję, że nie wyjdę z tego pokoju, dopóki nie wyzdrowiejesz. Rozumiesz?”
Doktor Cross delikatnie odchrząknęła. „Panie Blackthorne, musimy omówić kilka formularzy. Autoryzacja ubezpieczeniowa, decyzje dotyczące leczenia…”
„Cokolwiek jej potrzeba, proszę to zatwierdzić. Koszt nie gra roli.”
„Proszę pana, może pan przejrzeć…”
„Panie doktorze”. Głos Damona przebił się przez jej wyjaśnienia jak stal. „Jestem wart około 4,2 miliarda dolarów. Życie mojej żony jest dla mnie więcej warte niż każdy jego grosz. Proszę zatwierdzić leczenie, które uratuje jej życie, i przesyłać rachunki do mojego gabinetu.”
Dr Cross zamrugała ze zdziwienia. W swojej wieloletniej praktyce najwyraźniej nigdy nie spotkała kogoś, kto mógłby wypowiedzieć te słowa i mieć je na myśli.
„Jest jeszcze coś” – kontynuowała ostrożnie. „Rodzina pana żony bardzo nalegała, by to oni decydowali o jej opiece. Wpisali ją na listę osób pozostających na ich utrzymaniu do celów ubezpieczeniowych i prawnie…”
„Prawnie rzecz biorąc, jestem jej mężem i najbliższym krewnym. Wszelkie uprawnienia, jakie im się wydają, wygasają. Chcę, żeby odsunięto ich od wszelkich decyzji medycznych i żeby natychmiast przeniesiono ją do prywatnej opieki.
„Panie Blackthorne, to… to dość znacząca zmiana. Rodzice pańskiej żony wydawali się bardzo zaangażowani w decyzje dotyczące jej opieki”.
Damon spojrzał na dr Crossa z miną, która mogłaby zmrozić piekło. „Doktorze, pozwól, że wyjaśnię ci jedną rzecz. Ludzie, którzy są „bardzo zaangażowani”, nie porzucają swojej córki, gdy umiera. Nie wychodzą po przekąski, gdy ona umiera. Jakikolwiek ich zdaniem mieli wpływ na życie mojej żony, kończy się teraz”.
Wyciągnął telefon i wykonał połączenie, które słyszałem, mimo mojego stanu.
Leave a Comment