Rozdział 2: Człowiek w Cieniu
Przez szparę w drzwiach obserwowałam rozwój sytuacji. Nie mogłam odwrócić głowy. Nie mogłam zamknąć oczu. Mogłam tylko leżeć, wpatrując się w wentylator sufitowy, podczas gdy nieznajomy stał nade mną.
Lena pojawiła się w drzwiach. Jej głos był ostry, niecierpliwy.
„Wyszła?”
„Oddycha” – powiedział mężczyzna, odsuwając się od łóżka. „Ale ledwo. Lena, nie pisałam się na to. Powiedziałaś, że po prostu musi się przespać. Nie powiedziałaś nic o przedawkowaniu.”
„Ścisz głos” – syknęła Lena. Weszła do pokoju, stukając obcasami o drewnianą podłogę. Zatrzymała się u stóp mojego łóżka, patrząc na mnie z góry z miną, która nie wyrażała nienawiści, a raczej czegoś chłodniejszego – konieczności.
„Tata powiedział, że okrada ich od lat” – wyszeptała Lena z furią. „Tysiące dolarów. Wiedziałeś o tym? Moja własna siostra, zabiera pieniądze naszym rodzicom, udając, że jest odpowiedzialna”.
Oskarżenie było tak absurdalne, że roześmiałabym się, gdyby nie paraliż przepony. Byłam niezależna finansowo od dwudziestego trzeciego roku życia. Sama płaciłam za mieszkanie, samochód, życie. Nie wzięłam od nich ani grosza.
Ale mężczyzna o tym nie wiedział. Wiedział tylko tyle, ile powiedziała mu Lena.
„Po piątku” – kontynuowała Lena, a jej głos przeszedł w stanowcze warczenie – „nie będzie mogła już tknąć ich pieniędzy. Sąd się o to upewni. I może wtedy… może wtedy tata w końcu dostrzeże prawdę. Że to ja chroniłam tę rodzinę. Nie ją.
Jej słowa ujawniły bolesną istotę tego wszystkiego. Nie chodziło tylko o pieniądze. Chodziło o tatę. Lena całe życie rozkoszowała się jego faworyzowaniem i gdzieś po drodze zaczęła się panicznie bać, że je straci. Zrobiłaby wszystko – nawet odurzyła własną siostrę – żeby udowodnić, że jest „lojalną” córką.
Mężczyzna poruszył się niespokojnie. „Mam wrażenie, że to zaszło za daleko. Co, jeśli się obudzi? Co, jeśli sobie przypomni?”
„Nic nie będzie pamiętać” – powiedziała Lena lekceważąco. „To, co jej dałeś, powoduje dezorientację. Amnezję. Zanim odzyska przytomność, będzie za późno. Po prostu zrób to, do czego zostałeś zatrudniony i przestań zadawać pytania”.
Zatrudniony.
Słowo to odbiło się echem w moim sparaliżowanym umyśle. Ten mężczyzna nie był przyjacielem. Nie był przypadkowym nieznajomym. Ktoś zapłacił mu, żeby tu dziś wieczorem był.
Wyszli z mojego pokoju. Drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem, zostawiając mnie samą w ciemności.
Myśli odpłynęły, ciągnięte przez narkotyki wciąż krążące w moim organizmie. Przypomniałem sobie pogrzeb mojej babci piętnaście lat temu. Kościół był pełen białych lilii. Wszyscy płakali – oprócz mojego ojca.
Pamiętałem, jak patrzyłem na niego podczas nabożeństwa. Szukałem smutku. Zamiast tego zobaczyłem ulgę. Kiedy trumna zamknęła się po raz ostatni, ramiona Richarda Martineza rozluźniły się. Wziął głęboki oddech, jak człowiek, który długo tłumił napięcie i w końcu mógł je uwolnić.
Teraz, leżąc sparaliżowany, zrozumiałem dlaczego.
Babcia Eleanor próbowała mnie ostrzec. „Jesteś najsilniejsza w tej rodzinie, April” – powiedziała mi ze szpitalnego łóżka. „Pewnego dnia, zrozumiesz, dlaczego daję to tobie, a nie im.”
Pudełko.
Paraliż zaczął ustępować tuż przed świtem. Zaczęło się od mrowienia w opuszkach palców, niczym mrowienie. Bolesne, ale mile widziane. To oznaczało, że wracam.
Znów usłyszałem kroki na korytarzu. Lena.
Zacisnąłem oczy. Zwolniłem oddech.
„Nadal nieprzytomna” – mruknęła od drzwi. Potem wyszła.
Kiedy byłem pewien, że odeszła, otworzyłem oczy. W pokoju panował półmrok, oświetlony jedynie szarym porannym światłem sączącym się przez zasłony. Powoli odwróciłem głowę, testując regenerujące się mięśnie, i zobaczyłem coś na podłodze obok łóżka.
Kartkę. Małą, białą, z ciemnym napisem. Musiała wypaść z kieszeni mężczyzny, kiedy uklęknął, żeby sprawdzić mi puls.
Ze wszystkich sił sięgnąłem w dół. Ręka była jak z ołowiu. Palce miałem niezdarne. Ale udało mi się ją złapać.
Marcus Webb – Prywatny Detektyw.
Prywatny detektyw. W mojej sypialni. W środku nocy.
Wyjaśnienie „zazdrosnej siostry”, które sobie budowałem, nagle wydało mi się niekompletne. Lena była małostkowa, tak. Selfis
h, tak. Ale nie była na tyle wyrafinowana, żeby zatrudnić prywatnego detektywa.
Właśnie wtedy na podjazd wjechał samochód. Trzasnęły drzwi. Ciężkie, władcze kroki przecięły werandę i weszły do domu.
Głos mojego ojca przeciął poranną ciszę.
„Skończone?”
Nie usłyszałem odpowiedzi, ale tata odezwał się ponownie.
„Dobrze. Rozprawa jest w piątek. Dopilnuj, żeby do tego czasu była pod wpływem środków uspokajających”. Zrobił pauzę, a jego ton stał się lodowaty. „I pamiętaj: od lat jest niestabilna. Wszyscy w to uwierzą”.
Rozprawa jest w piątek.
Leżałem zupełnie nieruchomo, ledwo oddychając. Miałem cztery dni. Cztery dni, zanim mój własny ojciec będzie próbował doprowadzić do uznania mnie za niepoczytalnego. Cztery dni, zanim stracę prawo do decydowania o własnym życiu.
Rozdział 3: Ucieczka
Czekałem, aż w domu zapadnie całkowita cisza. Poruszanie się przypominało pływanie w gęstym błocie, ale zmusiłem się do wyprostowania. Znalazłam buty. Złapałam torebkę.
Korytarz był gęstą gęstwą cieni. Przemknęłam obok sypialni rodziców, wstrzymując oddech. Przemknęłam obok pokoju Leny, skąd słyszałam jej ciche chrapanie. Każdy skrzyp desek podłogowych brzmiał jak strzał z pistoletu.
Wymknęłam się przez drzwi wejściowe i wyjrzałam na zimne poranne powietrze. Mój samochód stał zaparkowany na podjeździe. Modliłam się, żeby silnik nie ryknął zbyt głośno. Silnik zaskoczył. Wycofałam, nie włączając świateł, dopóki nie dojechałam do głównej drogi.
Leave a Comment