Wtedy świat się przechylił.
To nie było zanikanie, to była gwałtowna zmiana. Pokój zawirował na boki. Głosy – ostra krytyka Diane, nerwowy śmiech Alexa – narastały, stając się powolne i zniekształcone, jak płyta gramofonowa, która się kończy. Fala mdłości uderzyła mnie tak mocno, że poczułam smak metalu.
Moje nogi zmieniły się w watę. Sięgnęłam do krawędzi stołu, drapiąc palcami po drewnie, przewracając kieliszek z winem. Czerwone wino rozlało się po białym obrusie niczym krew.
„Kate?” Głos Alexa. Daleko. Pod wodą.
Przenikliwy, skręcający skurcz chwycił mnie za brzuch, zginając wpół. Ciemność wdzierała się z krawędzi mojego pola widzenia, niczym zamykająca się szczelina.
Alex, gdzie jesteś?
Podłoga rzuciła się na mnie. Uderzenie zgrzytnęło zębami, ale ból był odległy, drugorzędny w stosunku do miażdżącej czerni pochłaniającej mój umysł.
Dźwięk powrócił przed moim wzrokiem. Kakofonia dźwięków. Panika.
„Kate! Kate, spójrz na mnie! Otwórz oczy!”
Alex. Brzmiał przerażony. Dobrze.
Mrugnęłam, sufit nabrał ostrości. Leżałam na podłodze. Alex unosił się nade mną, jego twarz była maską bladego przerażenia. Jego dłonie ściskały moje ramiona.
Potem głos Diane, przecinający mgłę niczym zardzewiały nóż. „Och, na litość boską. Ona znowu dramatyzuje. Wstawaj, Katherine. Robisz awanturę.”
„Ona się nie budzi prawidłowo” – powiedziała Chloe, brzmiąc raczej na zirytowaną niż zmartwioną. „Boże, ona zawsze musi być w centrum uwagi”.
„Potrzebuje karetki!” – warknął Robert. Pierwszy raz od lat słyszałam, jak przemawia z autorytetem. „Spójrz na jej skórę, Diane. Jest taka szara”.
„Mamo, zamknij się!”
Krzyk wyrwał się z gardła Alexa. Był pierwotny. Natychmiast uciszył cały pokój.
„Zamknij się!” – ryknął ponownie, odwracając się do matki dzikim, przerażonym wzrokiem. „Po prostu zamknij się! Dzwonię pod 911”.
Reszta była rozmazaną plamą fragmentarycznych obrazów. Migające czerwone światła karetki odbijające się od sufitu salonu. Wrażenie wniesienia na nosze. Sterylny zapach karetki pogotowia. Dłoń Alexa miażdżąca moją, jego łzy spadające na moją skórę.
A potem jasne, ostre światła izby przyjęć.
Leave a Comment