„Dzieci są za mną” – powiedziałam. Mój głos był niski, pozbawiony drżenia, które wstrząsało wszystkimi innymi. Był to płaski ton o częstotliwości rozkazującej. „Jeśli strzelisz, spudłujesz, bo trzęsą ci się ręce. Ryzykujesz trafienie dziecka. Porwanie to jeden wyrok; zabójstwo dziecka to życie w pudełku bez okien”.
W pomieszczeniu zapadła grobowa cisza. Nawet szloch ucichł.
Przywódca powoli odwrócił się od Alejandro. Spojrzał na mnie – naprawdę na mnie spojrzał – po raz pierwszy. Zobaczył mundur, fartuch, uległą postawę moich dłoni, ale jego umysł nie mógł tego pogodzić ze stalą w moim głosie.
„Co mi powiedziałaś, gata?” – syknął, podchodząc bliżej.
„Mówiłam, że tracisz kontrolę nad pokojem” – odparłam, wpatrując się w grzbiet jego nosa, a nie w oczy. „Chcesz posłuszeństwa? Opuść broń. Przerażasz towar”.
Alejandro podniósł wzrok z podłogi, jego oczy były szeroko otwarte ze zdumienia. „Naomi… zrób, co każą…”
Ale przywódca zamilkł. Był drapieżnikiem, owszem, ale był też kalkulatorem. Wyczuł coś nie tak. Zmienną, której nie uwzględnił.
„Zabierz ją z drogi” – warknął przywódca do Twitchy’ego. „Ona mnie wkurza”.
Twitchy zrobił krok naprzód, wyciągając rękę, żeby złapać mnie za ramię. „Ruszaj się, suko”.
Mięśnie napięły mi się. Znałam dystans. Znałam moment obrotowy potrzebny do złamania kości promieniowej. Mogłabym go wykończyć w dwie sekundy. Ale jeszcze nie. Nie z trzema innymi pistoletami w górze.
Pozwoliłam mu się odepchnąć. Zatoczyłam się do tyłu, zaganiając dzieci w kąt, dokładnie tam, gdzie chciałam: z dala od centralnej strefy śmierci.
„Dobra” – zadrwił Przywódca. „Chcesz się nimi opiekować? Zabierz dzieciaki do kąta. Ty” – wskazał na spoconego, młodszego rewolwerowca – Nowicjusza. „Uważaj na nich. Jeśli pokojówka ruszy palcem, wpakuj jej kulę w nogę”.
Przywódca złapał Alejandro za kołnierz i pociągnął go w stronę korytarza prowadzącego do gabinetu. „Otwórz skarbiec, bogaczu. Natychmiast!”
Gdy zniknęli, dynamika się zmieniła. Zostaliśmy z Twitchy’m pilnującym gości, a Nowicjuszem celującym prosto w moją pierś. Jego palec unosił się w kabłąku. Był przerażony, a przerażony człowiek z bronią jest nieskończenie bardziej niebezpieczny niż spokojny. Spojrzałem mu w oczy i zdałem sobie sprawę: zaraz strzeli. Przypadkowo lub celowo, naciśnie spust w ciągu najbliższych sześćdziesięciu sekund.
Rozdział 3: Szachowe kinetyki
Pomieszczenie przypominało szybkowar, który czekał na eksplozję. Twitchy był zajęty zdejmowaniem zegarków z nadgarstków płaczących gości, odwrócony do mnie częściowo plecami. To pozostawiło Nowicjusza jako mój główny problem.
Musiałam go uspokoić, zanim będę mogła go rozmontować.
Uklękłam, zrównując się z dziećmi, ale nie spuszczając wzroku z Nowicjusza. „Oddychaj” – wyszeptałam do Diego. „Wdech nosem, wydech ustami. Tak jak ćwiczyliśmy pływanie”.
„Boję się, Naomi” – jęknęła Lucía, trzęsąc się jak liść na wietrze.
„Wiem” – mruknęłam, ściskając jej ramię uspokajająco. „Ale jestem tutaj. I potrzebuję, żebyś była dzielna dla Sofi. Dasz radę?”
Nowicjusz zrobił krok bliżej, lufa jego karabinu zadrżała. „Przestań szeptać! Co planujesz?”
Powoli odwróciłam głowę w jego stronę. Trzymałam dłonie na widoku, z otwartymi dłońmi. „Staram się nie krzyczeć, Erick”.
Zamarł. To imię uderzyło go jak fizyczny cios. „Skąd… skąd znasz moje imię?”
Nie znałam jego imienia. Ale słyszałam wcześniej, jak Przywódca mamrocze coś, co brzmiało podobnie. To była chłodna analiza, hazard. I opłaciło się.
„Bo nie wyglądasz na przestępcę, Erick” – skłamałam, a mój głos był gładki jak jedwab. „Wyglądasz jak dzieciak, którego wciągnięto w coś ponad jego głową. Spójrz na swoje ręce. Pocisz się. Nie chcesz nikogo skrzywdzić”.
„Zamknij się!” – krzyknął, ale pistolet opadł o cal. „Nie znasz mnie!”
„Wiem, że jeśli ten pistolet wystrzeli, nie będzie odwrotu” – naciskałam, utrzymując hipnotyczny ton głosu. „Twój przyjaciel tam? Ten, który kuleje przy drzwiach? Nie zawaha się cię zostawić, gdy zawyją syreny. Jesteś do wyrzucenia, E.
Rick. Nie widzisz tego?
„Powiedziałem, zamknij się!” Otarł spocone czoło wolną ręką, na chwilę odrywając wzrok od celownika.
Sprawdzone.
Z korytarza dobiegł głośny huk – dźwięk wyważanych ciężkich drzwi skarbca, a może Alejandro rzucony o ścianę.
Leave a Comment