Z trudem podniosła się do pozycji siedzącej, krzywiąc się przy tym. „Pomóż mi, proszę. Leżę nieruchomo już tak długo, że mam skurcze mięśni”.
Dłonie mi się trzęsły, kiedy pomagałem jej poprawiać poduszki, a w głowie gorączkowo analizowałem, co się dzieje. To niemożliwe. Raporty medyczne. Maszyny. Smutne spojrzenia mojego syna.
„Ale… lekarze powiedzieli… Grant i Emily powiedzieli, że jesteś w śpiączce”.
Śmiech Maryanne był gorzki, przepełniony bólem, który zdawał się sięgać…
Ponad fizyczny dyskomfort. To był dźwięk zdrapywany z dna studni.
„Och, moja droga Lorine, jest tyle rzeczy, których nie wiesz”. Ścisnęła moją dłoń z zaskakującą siłą. Jej palce były zimne, ale dłoń piekła. „Myślą, że jestem w śpiączce, bo chcą w to wierzyć. Chcą, żeby wszyscy w to wierzyli”.
„Nie rozumiem” – wyszeptałam, zatapiając się w krześle obok jej łóżka.
Oczy Maryanne napełniły się łzami, ale jej głos pozostał spokojny. „Faszerują mnie narkotykami, Lorine. Codziennie, a czasem dwa razy dziennie, Emily robi mi zastrzyki, po których tracę przytomność. Mówi wszystkim, że mój neurolog przepisał im leki na drgawki, ale tak nie jest”.
Pokój zdawał się wirować wokół mnie. „To… to niemożliwe. Dlaczego mieliby coś takiego robić?”
„Bo” – powiedziała Maryanne, a jej głos zniżył się do ledwie szeptu – „kradną wszystko, co posiadam, i potrzebują, żebym straciła przytomność, żebym nie mogła ich powstrzymać”.
Wpatrywałam się w nią, z suchymi ustami i sercem bijącym tak mocno, że byłam pewna, że je słyszy. „Co masz na myśli, mówiąc o kradzieży?”
Maryanne zamknęła na chwilę oczy, jakby zbierała siły. „Moje konta bankowe. Moje inwestycje. Mój dom w Portland. Podrabiali mój podpis, twierdząc, że udzieliłam im pełnomocnictwa, gdy rzekomo byłam niezdolna do czynności prawnych. Przelali już ponad dwieście tysięcy dolarów z mojego funduszu emerytalnego”.
Liczby uderzyły mnie jak ciosy. Dwieście tysięcy dolarów.
„Ale… Grant nigdy by tego nie zrobił. To mój syn”.
„Twój syn” – powiedziała Maryanne łagodnie, ale stanowczo, patrząc mi głęboko w oczy – „nie jest tym, za kogo go uważasz. A Emily…” Jej głos stwardniał jak stal. „Emily to potwór”.
Poczułam mdłości, żołądek podchodził mi do gardła z niedowierzania i narastającego przerażenia. „Skąd to wszystko wiesz, skoro trzymają cię w stanie nieprzytomności?”
„Bo czasami walczę z lekami na tyle długo, żeby ich słyszeć. Myślą, że jestem całkowicie nieprzytomna, więc nie wychodzą z pokoju, kiedy omawiają swoje plany”. Maryanne mocniej ścisnęła moją dłoń. „W zeszłym tygodniu słyszałam, jak Emily rozmawia przez telefon z kimś, śmiejąc się z tego, jak łatwo było wszystkich oszukać. Powiedziała, że najtrudniej było udawać płacz w szpitalu”.
Czułam się, jakby pokój mnie otaczał. To nie mogło się dziać naprawdę. To nie mogło się dziać. Mój syn nie był przestępcą. Nie był okrutny. Był po prostu… zdystansowany.
„Będzie gorzej” – wyszeptała Maryanne, a coś w jej głosie sprawiło, że w moich żyłach zastygł lód. „Nie planują tego ciągnąć w nieskończoność. Słyszałam, jak kłócą się o czas. O to, kiedy pozwolić mi „naturalnie” odejść”.
Słowa zawisły w powietrzu między nami niczym wyrok śmierci.
„Chcą cię zabić” – powiedziałam, a słowa brzmiały obco i ciężko w moich ustach.
Maryanne powoli skinęła głową. „A Lorine… myślę, że ty też możesz być w niebezpieczeństwie”.
Cisza, która zapadła po słowach Maryanne, była ogłuszająca. Siedziałam jak sparaliżowana na krześle, wpatrując się w tę kobietę, którą uważałam za wegetatywną, próbując zrozumieć coś, co przypominało koszmar, z którego nie mogłam się obudzić.
„Co masz na myśli? Mogę być w niebezpieczeństwie?” – wydusiłam z siebie ledwie szept.
Maryanne z trudem wyprostowała się, a ja instynktownie ruszyłam, żeby jej pomóc, chociaż ręce mi drżały.
„Jesteś tu ich świadkiem, Lorine. Oddana babcia, opiekująca się biedną teściową syna z dobroci serca. Kiedy coś mi się stanie, będziesz tą, która zezna, że nie wykazywałam żadnych oznak przytomności. Będziesz tą, która powie, że odeszłam spokojnie we śnie”.
Konsekwencje uderzyły mnie jak młot kowalski.
„Wykorzystują mnie”, uświadomiłam sobie na głos. „Wykorzystują nas oboje”.
Leave a Comment