Dźwięki trąbki zespołu Taps są zaprojektowane tak, by roztrzaskać serce na dokładnie dwadzieścia cztery kawałki – jeden za każdy dźwięk, który unosi się nad wydrążoną ziemią cmentarza wojskowego. Dziś wilgotna mżawka z Ohio to uporczywa, gryząca mgła, która przesiąka przez wełnę mojego munduru, ale ja się nie cofam. Jestem kapitan Demi James, mam trzydzieści osiem lat i jestem fortecą zbudowaną z mięśni, blizn i żelaznej dyscypliny.
Stoję samotnie przy trumnie ojca. Moje lakierowane buty są poplamione ciemnym, ciężkim błotem grobu, a mimo to moje plecy pozostają proste jak grzbiet podręcznika strategii. Tylko ja jestem w mundurze. Tylko ja naprawdę cierpię.
„Biedna Demi” – mruczy głos, ociekający mdłą słodyczą zgnilizny. „Wyglądasz tak sztywno, tak… sucho. W tym kostiumie wyglądasz jak coś wyrzeźbionego z drewna. Nic dziwnego, że Darren wolał moją miękkość”.
Leave a Comment