Świętowanie „gorącego garnka” zamieniało się w pogrzeb jego ego.
Znowu sprawdziłem telefon. SMS od Marcusa do Daniela, przechwycony przez mój system: Kto jest inwestorem, Danielu? Kim jest Bus Route Ventures? Niszczą nas!
Obserwowałem kropki na mapie. Daniel zostawił rodzinę w restauracji, żeby opłacić rachunek – rachunek, którego nie mogli zapłacić – i zatrzymał taksówkę. Pędzi do naszego mieszkania. Myślał, że wraca do domu, żeby nakrzyczeć na swoją bezużyteczną żonę. Nie miał pojęcia, że wraca do domu, do prezesa, który go zniszczył.
————
W mieszkaniu panowała cisza. Położyłem Leo w łóżeczku. Usiadłem w bujanym fotelu w salonie, światła… Przyćmione. Skromne mieszkanie było kolejnym punktem spornym; Daniel go nienawidził, ale ja nalegałem, żeby je zatrzymać. Nie wiedział, że to jedyna nieruchomość w jego życiu, za którą faktycznie zapłaciłem – ja.
Drzwi wejściowe otworzyły się gwałtownie.
Daniel wpadł chwiejnie do środka, z rozpiętym krawatem, pot spływał mu po bladej twarzy. Wyglądał jak człowiek, który zobaczył ducha.
„Zniknęło! Wszystko! Bank przejął konta, adres IP, konto
„r!” Chodził po pokoju, szarpiąc się za włosy, z dzikim wzrokiem. „Kto to zrobił? Kto ma taką moc? Byłem jednorożcem! Byłem na okładce Forbesa!”
Delikatnie zakołysałam fotelem, rytmiczne skrzypienie było jedynym dźwiękiem w pokoju. Spojrzałam na niego, nie czując absolutnie nic. Żadnej miłości, żadnej nienawiści, tylko zimną obojętność prezesa zwalniającego niekompetentnego pracownika.
„Daniel, obudzisz dziecko”.
Odwrócił się, wpatrując się we mnie z czystym jadem. „Dziecko? Moja firma nie żyje, Eleno! Rozumiesz? Nie żyje! A ty siedzisz tam po ciemku!” Chwycił wazon ze stołu i rzucił nim o ścianę. Roztrzaskał się. „Kto to zrobił? Dowiedz się, kto jest inwestorem! Dowiedz się, kto nas zabił!”
„Nie muszę się dowiadywać” – powiedziałam spokojnym głosem, przecinając jego panikę niczym skalpel.
„Co wiesz?” Nic nie wiesz! Jesteś tylko…
„Jestem tylko ciężarem?” dokończyłam za niego. „Tylko wydatkiem?”
Sięgnęłam obok krzesła i podniosłam gruby skoroszyt. Rzuciłam go na podłogę między nami. Upadł z ciężkim hukiem.
„Przeczytaj go”.
Daniel wpatrywał się w skoroszyt. Upadł na kolana, ręce mu się trzęsły, gdy go otwierał. To była oryginalna umowa inwestycyjna dla Vortex Innovations. Dokument, który uratował go dwa lata temu.
„To umowa z Bus Route Ventures” – wyjąkał. „Spółką-słupem w Zurychu”.
„Spójrz na podpis, Danielu”.
Przerzucił stronę na ostatnią stronę. Jego oczy rozszerzyły się z przerażenia. Zaparło mu dech w piersiach.
Podpis: Elena V. Sterling. Dyrektor, Bus Route Ventures.
„Ty?” wyszeptał, a to słowo go dusiło. „Ale… jesteś nikim. Kupujesz ubrania w Target. Ty… pojechałeś autobusem”.
Wstałam, wygładzając sukienkę. „Pojechałam autobusem, bo mnie do tego zmusiłeś. Ale Bus Route Ventures? Tak to nazwałam w dniu, w którym się poznaliśmy, Danielu. Pamiętasz? Spotkaliśmy się w autobusie na lotnisku. Wydawało mi się to romantyczne. Zainwestowałam w ciebie, bo wierzyłam w mężczyznę, którego poznałam w autobusie. Ale ten człowiek nie żyje”.
Daniel spojrzał na mnie, a po jego twarzy spływały łzy konsternacji i przerażenia. „Byłaś inwestorem? Byłaś pieniędzmi?”
„Byłam twoim fundamentem, Danielu” – powiedziałam, górując nad nim. „A ty po prostu rozwaliłeś go młotem kowalskim, bo nie podobała ci się tapeta. A teraz? Dach się wali”.
————–
Leave a Comment