„Ale pozwoliłeś mu…” Wskazała na ojca. „Pozwoliłeś mu traktować cię jak śmiecia”.
„Pozwoliłam mu myśleć, co chciał. Jego opinia opierała się na uprzedzeniach, a nie na rzeczywistości. Powiedzenie mu, że jestem bogata, nie zyskałoby jego szacunku;
Właśnie zasłużyłem na jego zazdrość”.
Richard odzyskał głos. „To podstęp. Wiedziałbym”.
„A ty? Kiedy ostatni raz zaglądałeś do rejestru akcjonariuszy, Richard? Naprawdę zaglądałeś? Zakładałeś, że ktoś taki jak ja nigdy nie będzie kimś takim. Zaślepiła cię własna arogancja”.
Wyprostowałem się. Czas na pokorę minął.
„E-mail, który właśnie otrzymałeś, zawiera zaproszenie na nadzwyczajne posiedzenie zarządu jutro rano o 10:00. Jako większościowy akcjonariusz, ogłaszam głosowanie nad strukturą kierowniczą”.
„Nie możesz tego zrobić!” – wrzasnął Marcus. „Tata zbudował tę firmę!”
„Zbudował ją za moje pieniądze i podejmuje coraz gorsze decyzje. Inwestycja w Oakville ma sześć miesięcy opóźnienia. Ekspansja w Albercie była katastrofą. Nie zapominajmy też o pozwach o molestowanie seksualne wytoczonych przez trzy byłe pracownice, które firma po cichu rozstrzygnęła w zeszłym roku, korzystając z mojego kapitału”.
Richard osunął się na krzesło. Wyglądał na sflaczałego, niczym balonik przekłuty igłą.
„Ty draniu” – wyszeptał. „Dałem ci dziś wieczorem szansę”.
„Spróbę?” Zaśmiałem się szorstko i sucho. „Richard, nic ci nie jestem winien. Spędziłeś trzydzieści siedem lat, dając mi jasno do zrozumienia, że nie jestem wystarczająco dobry. Cóż, prawda jest taka: dotowałem twój styl życia przez dwie dekady. Ta Tesla na podjeździe? Dywidendy z moich akcji. Ten dom? Refinansowany w 2015 roku pożyczką, którą zatwierdziłem. Twoje członkostwo w klubie golfowym? Opłacone przeze mnie”.
Spojrzałem na Marcusa. „A ty. Zostaniesz usunięty ze stanowiska wiceprezesa ds. sprzedaży do czasu przeprowadzenia kompleksowego audytu twoich rzeczywistych wyników w porównaniu ze sprzedażą, którą przypisuje ci tata”.
„Pozwiemy cię!” – krzyknął Marcus.
„Pozwiemy mnie za co? Za to, że jesteś odnoszącym sukcesy inwestorem? Proszę bardzo. Moi prawnicy kosztują więcej za godzinę niż ty zarabiasz miesięcznie”.
Zwróciłam się do Catherine i Claire. „Przykro mi, że musieliście się o tym dowiedzieć w ten sposób. Chciałam wam powiedzieć, ale właściwy moment nigdy nie nadszedł. Ale chcę, żebyście wiedzieli: czy wyszłabyście za mnie, gdybyście wiedzieli, że jestem bogata?”
Catherine otarła łzy. „Oczywiście, że bym to zrobiła”.
„Czy zostałabyś ze mną, kiedy on ci odmówił? Kiedy kazał ci wybierać?”
„Tak”.
„Dlatego wam nie powiedziałam. Musiałam wiedzieć, że jesteśmy prawdziwi. Że wybrałaś mnie, a nie konto bankowe”.
Powoli skinęła głową. „Masz rację. Kocham cię, Thomasie. Bogaty czy biedny”.
Odwróciłam się z powrotem do Richarda. „Odrzucam posadę woźnego. Ale mam kontrpropozycję. Złóż rezygnację. Z wdzięcznością. Jutro. Przyjmij rolę konsultanta. Jeśli to zrobisz, dopilnuję, żebyś zachowała swoją emeryturę i godność”. Jeśli będziesz się ze mną spierać, zarząd cię wyrzuci, a ja upublicznię każdą twoją porażkę z kadencji.
Podszedłem do drzwi. „Wychodzimy”.
Catherine i Claire wyszły za mną na deszcz.
Leave a Comment