„Mówiłeś, że obsługa powinna zostać pod pokładem” – powiedziałem, odkręcając zatyczkę. Zatyczka wydała satysfakcjonujący dźwięk. „Ale intruzi? Oni w ogóle nie powinni przebywać na łodzi”.
Położyłem dokument na wysokim stole z drewna tekowego, na którym wciąż stało piwo Liama.
„Proszę” – wydyszał Richard. Upadł na kolana. To nie był metaforyczny upadek; nogi po prostu się pod nim ugięły. „Wstyd… goście… Eleno, proszę. Damy sobie radę. Mogę zdobyć pieniądze”.
„Nie masz pieniędzy, Richard” – powiedziałem, patrząc na niego z góry. „Widziałem księgi. Nie masz pieniędzy od 2018 roku. Przerzucasz długi między firmami-słupami”.
Podpisałem się – Elena Vance – z rozmachem. Atrament był ciemny i trwały.
„Te aktywa są teraz własnością banku. Ze skutkiem natychmiastowym”.
Wręczyłem dokumenty kapitanowi policji.
„Kapitanie, usuń
Wyrzućcie tych ludzi z mojego statku. Włamują się.
Richard podniósł wzrok, a łzy spływały mu po czerwonej twarzy. „Mój dom? A co z domem?”
Zatrzymałam się. Spojrzałam na Hendersona. Lekko skinął głową.
„Następny jest dom” – powiedziałam spokojnie. „Wydaje mi się, że kredyt hipoteczny jest przeterminowany o dziewięćdziesiąt dni. Przyspieszam spłatę tego długu. Macie dwadzieścia cztery godziny na opuszczenie lokalu, zanim zamki zostaną wymienione”.
Victoria wydała z siebie dźwięk, który był w połowie krzykiem, w połowie szlochem. Funkcjonariusze ruszyli do przodu. Jeden z nich chwycił Richarda za łokieć i wciągnął go na górę. Drugi gestem nakazał Victorii przejście w stronę trapu.
„Nie dotykaj mnie!” krzyknęła, miotając się, gdy prowadzili ją w stronę łodzi policyjnej. „Jestem z Vanderbilt! Nie możecie mnie tak traktować!”
„Właściwie” – powiedział znudzony funkcjonariusz – „jesteś intruzem. Idźcie sobie.”
Podczas gdy chaos wywołany eskortą rodziców wypełniał powietrze, Liam pozostał na pokładzie. Nie ruszył w ich stronę. Nie bronił ich.
Odwrócił się do mnie. Przeczesał włosy dłonią i uśmiechnął się. To był pełen nadziei, manipulacyjny, przerażająco czarujący uśmiech.
„Skarbie” – powiedział, podchodząc bliżej, ignorując Hendersona. „To było… serio? To było niesamowite. Naprawdę im pokazałaś. Traktują mnie jak dziecko od lat. Boże, jesteś taka potężna. Razem możemy rządzić tym imperium. Pomyśl, co możemy zdziałać”.
Rozdział 5: Odprawa
Zawodzenie Victorii cichło, gdy silniki łodzi policyjnej pracowały na biegu jałowym, czekając na ostatniego pasażera.
Wpatrywałam się w Liama. Spojrzałam na mężczyznę, który patrzył, jak o mało nie wpadłam do oceanu i martwił się o meble.
„My?” Zapytałam, unosząc brew.
„Tak, my” – powiedział Liam, nabierając pewności siebie. Sięgnął po moją dłoń. „Wiem, że byli okropni. Zawsze mówiłem, że są okropni, prawda? Ale ty i ja… jesteśmy drużyną. Mogę ci pomóc to ogarnąć. Znam jacht, znam załogę”.
Odsunęłam rękę, zanim zdążył mnie dotknąć.
„Nie ma żadnego „my”, Liam” – powiedziałam. „Stałeś tam i patrzyłeś, jak mnie popychają. Poprawiłeś okulary przeciwsłoneczne”.
Liam zamrugał. „Byłem… byłem w szoku! Nie wiedziałem, co robić! Chroniłem cię, nie zaostrzając sytuacji!”
„Nie” – powiedziałam, odwracając się do niego plecami, żeby spojrzeć na horyzont. Słońce zaczynało zachodzić, malując niebo siniakami na fioletowo i pomarańczowo. „Chroniłeś swój spadek. Myślałeś, że jeśli będziesz milczał, pieniądze będą płynąć dalej. Postawiłeś na złego konia”.
Dałam znak pozostałym funkcjonariuszom.
Leave a Comment