Pierwszym krokiem były dowody – Fenwick dostarczył uwierzytelnione kopie dokumentów powierniczych i aktów własności.
Drugim krokiem było powiadomienie – oficjalny list do Diane informujący ją, że jako powiernik i jedyny beneficjent wypowiadam jej prawo do zamieszkania w domu.
W New Jersey terminy mają znaczenie.
Fenwick starannie napisał zawiadomienie, powołując się na przepisy, wyznaczając termin i podając adres do przyszłej korespondencji.
W drodze do domu koperta leżała na siedzeniu pasażera niczym odpalony granat ręczny.
Diane była w kuchni, kiedy wszedłem, energicznie mieszając kawę.
„Rozmawiałeś z prawnikiem?” zapytała.
„W sprawie tej umowy najmu? Bo nie zamierzam negocjować.”
Położyłem kopertę na blacie.
„Nie chodzi o umowę najmu.”
Otworzył ją, nie siadając, szybko omiatając papier wzrokiem.
Na początku jego twarz pozostała spokojna – potem zacisnęła się szczęka, a na szyi pojawił się rumieniec.
„To szaleństwo” – wyrzucił z siebie.
„Twój ojciec by na to nie pozwolił.”
„Mój ojciec by na to nie pozwolił” – powiedziałem spokojnie.
„Nie był właścicielem domu.”
Logan wszedł w połowie drogi, w bluzie z kapturem i zwisających słuchawkach.
„Co mu teraz jest?”
Diane wskazała na list drżący w jej dłoni.
„Twoja mała współlokatorka myśli, że może nas wyrzucić”.
„Nie jestem twoją współlokatorką” – powiedziałam.
„Jestem właścicielką”.
Brianna weszła za Loganem, unosząc telefon, jakby chciała nagrać rozmowę dla własnej korzyści.
„Eksmitują nas? To szaleństwo”.
Diane zmrużyła oczy.
„Kłamiesz. Udawałaś”.
„Możesz zadzwonić do prawnika” – powiedziałam.
„Mój numer jest na liście”.
Zadzwoniła do niego.
Usłyszałam jej głos przez cienką ścianę, najpierw słodki, potem ostry.
Kiedy wróciła, jej pewność siebie została zachwiana, ale gniew był jeszcze silniejszy.
„Więc to zaplanowałaś” – powiedziała.
„Czekałaś, aż twój ojciec odejdzie”.
Nie dałam się złapać w pułapkę.
„Masz trzydzieści dni”.
Leave a Comment