Trzeci raz nie był szczęśliwy; to była masakra mojej godności. Stojąc w pustej, wyłożonej marmurem sali pogłosowej ratusza w Denver, uświadomiłam sobie, że moje życie stało się puentą. Mój narzeczony, Alex Vance, znów mnie wystawił. Nie w romantycznej kaplicy z witrażami i ławkami, ale tutaj, w sterylnej ciszy biura urzędnika hrabstwa, pod migoczącym światłem jarzeniówek, które sprawiało, że wszyscy wyglądali na poszarzałych i pokonanych.
„To już trzeci raz, Alex. Naprawdę próbujesz zrobić ze mnie kompletną idiotkę?” – syknęłam do telefonu, a mój głos odbił się echem od wysokich sufitów. Kilka innych par, skulonych w nerwowym oczekiwaniu, zerkało na mnie z politowaniem.
Po drugiej stronie głos Alexa brzmiał jak wyćwiczona symfonia lekceważącego uroku. „Kochanie, właśnie przyleciał ważny klient. Wiesz, jak to jest. Jesteś najbardziej wyrozumiałą kobietą, jaką znam. Obiecuję, następnym razem na pewno”.
Połączenie się urwało. Wpatrywałam się w SMS-a „Nagły wypadek w pracy. Kocham Cię” wysłanego cztery godziny temu. Spojrzałam na swoją torbę. W środku były nasze dokumenty, małe pudełko czekoladek dla ekspedientek i głęboko w torebce pozytywny test ciążowy. To miała być niespodzianka. Teraz czułam się, jakbym miała przyłożone do serca zimne żelazo.
Leave a Comment