„To ja zadzwonię na policję, jeśli pan nie wyjdzie za pięć sekund” – powiedział Ben. „Ta kobieta jest prawnie rozwiedziona. Jej majątek jest odrębny. Jeśli ma pan jakieś pretensje, proszę zwrócić się do kanadyjskiego sądu. Nękanie jej jest przestępstwem”.
Mężczyzna spojrzał na Bena, potem na rozbite szkło i w końcu zdał sobie sprawę, że popełnia błąd. Wycelował we mnie drżącym palcem. „To jeszcze nie koniec”.
Odwrócił się i wybiegł.
Ben natychmiast zwrócił się do mnie, sprawdzając, czy nie odniosłam obrażeń. „Wszystko w porządku? Uderzyło cię szkło?”
Opadłam w jego ramiona, drżąc niekontrolowanie. „Powiedział, że Mark powiedział im, że mam pieniądze. Mark próbuje mnie wyciągnąć z więzienia”.
„Nie zrobi tego” – powiedział Ben, mocno mnie obejmując. „Zadzwonimy do pani Davis. Zbudujemy wokół ciebie fortecę tak wysoką, że Mark Evans nigdy więcej nie będzie mógł cię tknąć”.
Kolejny miesiąc był koszmarem prawnych manewrów. Pani Davis pracowała po godzinach. Musieliśmy udowodnić kanadyjskim władzom, że jestem ofiarą, a nie wspólnikiem. Fakt, że opróżniłem konto, zanim piramida finansowa całkowicie się załamała, działał na moją korzyść – świadczył o tym, że zrywam więzi, a nie ukrywam łupy.
Próby Marka, by mnie wciągnąć w kłopoty, nie powiodły się. Śledztwo wykazało, że „kapitał początkowy”, który rzekomo pochodził ode mnie, został w rzeczywistości skradziony innemu inwestorowi. Jego list był desperackim kłamstwem, mającym na celu uzyskanie przewagi.
W końcu kanadyjskie władze mnie oczyściły z zarzutów. Wierzyciele zostali prawnie wykluczeni ze współpracy ze mną.
Pewnego wieczoru telefon zadzwonił ponownie. Połączenie na koszt odbiorcy z kanadyjskiego aresztu.
Ben spojrzał na mnie. „Nie musisz odbierać”.
„Muszę” – powiedziałem. „Muszę to usłyszeć”.
Odebrałem telefon.
„Hannah?” W głosie Marka ulotnił się cień dawnej arogancji. Brzmiał cienko, łamiąc się.
„Czego chcesz, Marku?”
„Chciałem… przeprosić” – wycharczał. „Wiem, że to teraz nic nie znaczy. Ale grozi mi dziesięć do piętnastu lat. Claire zostawiła mnie, gdy tylko skończyły się pieniądze. Zeznawała przeciwko mnie, ubiegając się o złagodzenie wyroku”.
„Poetycka sprawiedliwość” – powiedziałam chłodno.
„Po prostu… chciałem, żebyś wiedział” – wyjąkał. „Kochałem cię, na początku. Zanim chciwość wzięła górę. Naprawdę”.
Zamknęłam oczy, czując, jak pęka ostatnia więź. „Nie, Marku. Podobało ci się, jak łatwo mnie było oszukać. Podobało ci się bezpieczeństwo, które ci dawałam. Nie wiesz, czym jest miłość”.
„Hannah…”
„Żegnaj, Marku. Nie dzwoń tu więcej”.
Odłożyłam słuchawkę. Cisza, która zapadła, nie była ciężka, lecz spokojna.
Odwróciłam się do Bena, który patrzył na mnie z troską.
„Skończyło się?” zapytał.
Podeszłam do niego i uchwyciłam jego szorstkie dłonie w swoje. „Tak. Nareszcie koniec”.
Leave a Comment