W motelu ktoś zapukał do drzwi.
„Proszę” – zawołałem.
Drzwi się otworzyły i wszedł pan Henderson, kierownik oddziału First National. Wyglądał nie na miejscu w obskurnym motelu, w nieskazitelnym szarym garniturze. Niósł skórzaną teczkę.
„Dobry wieczór, panie Miller” – powiedział Henderson, zajmując chwiejne krzesło naprzeciwko mnie. Rozejrzał się po pokoju z bolesną miną. „Wie pan… biorąc pod uwagę kwotę, którą pan właśnie przelał, mógłby pan kupić penthouse w centrum miasta. Nie musiał pan tu mieszkać”.
„Kupiłem własne mieszkanie” – powiedziałem, wpatrując się w dokumenty. „Muszę tylko eksmitować tych squattersów”.
Henderson westchnął, otwierając teczkę. „Jesteś tego pewien, Ethan? Wykorzystałeś całą premię za oddelegowanie, zaległy dodatek za niezdolność do pracy i odszkodowanie za obrażenia. To wszystko, co masz”.
„Nie” – powiedziałem, patrząc mu w oczy. Moje oczy były twarde jak krzemień. „To cena wstępu. Chcę, żeby akt własności został przeniesiony na moje nazwisko. Wyłączna własność. Ze skutkiem natychmiastowym”.
„Już załatwione” – powiedział Henderson, przesuwając długopis po stole. „Przelew został zrealizowany dziś rano. Poprzednia hipoteka, na nazwisko Frank Miller, została uregulowana. Przeniesienie tytułu własności jest w tych dokumentach. Technicznie rzecz biorąc, zostałeś prawowitym właścicielem o 9:00 rano dzisiaj”.
Podpisałem papier. Skrzypienie długopisu było jedynym dźwiękiem w pokoju.
Mój telefon znowu zawibrował. Kolejny SMS od Leo.
Mama płacze w swoim pokoju. Żal jej ciebie. Ale tata i Chloe urządzają dziś wieczorem imprezę. Kupili nowy 85-calowy telewizor za pomocą karty kredytowej. Zamówili homara. Tęsknię za tobą.
Podniosłem słuchawkę. Mój kciuk zawisł nad ekranem.
„Spakuj plecak, kolego”, odpisałem. „Włóż tam swoje ulubione zabawki. Bądź gotowy”.
Leave a Comment