„Właściwie” – powiedziała, a jej głos dobiegł do tyłu sali – „teraz jest idealnie”.
Cliffhanger:
Mason odwrócił się do Diane. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zanim zdążył przemówić, Diane zwróciła się do tłumu. „Panie i panowie, przepraszam za przerwę. Ale ponieważ pan Hale zapomniał zaprosić syna na ślub, pomyśleliśmy, że przeniesiemy spotkanie rodzinne do niego”.
Rozdział 3: Ślad papierowy
Cisza rozlała się po sali balowej niczym plama. Kelnerzy zamarli w połowie nalewania. Goście zamarli w połowie łyku. Wszystkie oczy zwrócone były na trójkę na końcu sali: prezesa, kobietę w tanim płaszczu i prawniczkę, która wyglądała, jakby zjadała prezesów na śniadanie
.
Palce Masona wbiły się w kopertę, którą trzymał w dłoni, jakby zgniatanie jej mogło zmyć atrament. Posłał gościom ten uśmiech polityka, desperacko próbując odzyskać panowanie nad sobą.
„Ludzie, bardzo mi przykro – moja była pracownica jest… roztrzęsiona” – zagrzmiał, odzyskując nieco autorytetu z sali konferencyjnej. „Zmaga się z problemami psychicznymi. Ochrona natychmiast się tym zajmie”.
Dwóch mężczyzn w ciemnych garniturach, z słuchawkami w uszach niczym węże, ruszyło w moim kierunku bocznymi wyjściami.
Nie cofnąłem się. Nie drgnąłem.
Diane ruszyła pierwsza. Weszła prosto na drogę głównego ochroniarza, unosząc rękę.
„Zanim ktokolwiek jej dotknie” – powiedziała Diane, jej głos był równy, ale ostry jak bicz – „chciałabym się przedstawić. Diane Carter, prawo rodzinne. A ci „pozwy” powinni się dwa razy zastanowić. Sędzia Harmon podpisał dziś rano tymczasowy nakaz sądowy, który wymienia nazwisko Masona Hale’a i zabrania mu – lub jego agentom – zbliżania się do mojego klienta”.
Ochroniarze zamarli. Spojrzeli na Masona, potem na Diane, a potem na siebie. Znali sędziego Harmona. Wszyscy w hrabstwie znali sędziego Harmona i wiedzieli, że nie wolno ignorować jego poleceń.
Mason zacisnął szczękę, aż mięsień w jego policzku zaczął drgać. „To mój ślub” – warknął, a jego głos stracił przyjemną fasadę. „Nie możecie tego tu robić”.
„Już to robiliście” – wtrąciła Diane. „Sześć tygodni temu. W zamieci. Z noworodkiem”.
Przez tłum przeszedł dreszcz szoku. Był to fizyczny – zbiorowy okrzyk zdumienia. Sloane, która stała jak sparaliżowana przy ołtarzu, zeszła z krzesła, a jej satynowy tren zaszeleścił głośno w ciszy. Podeszła do nas, mrużąc oczy.
Leave a Comment