„Gotowa?” – zapytała.
Dotknęłam koperty w torebce. Wniosek o badanie DNA. Wezwanie do sądu o opiekę. Wniosek o alimenty.
„Prowadź” – powiedziałam.
Kiedy wjeżdżaliśmy na żwirowy podjazd The Oakridge Manor, serce waliło mi tak mocno, że myślałam, że obudzi dziecko. Parking był pełen luksusowych samochodów. Widziałam rodziców Ethana idących w stronę wejścia. Widziałam, jak jego koledzy ze studiów przybijają piątki. To było celebrowanie kłamstwa. Odpięłam pas, wzięłam głęboki oddech, który pachniał deszczem i zemstą, i otworzyłam drzwi samochodu.
W środku pachniało drogimi różami, szampanem i oszustwem. Kwartet smyczkowy grał coś lekkiego i zwiewnego, chyba Vivaldiego. Goście w pastelowych garniturach i kwiecistych sukienkach letnich kręcili się, śmiejąc się, brzęcząc kieliszkami prosecco, zachowując się, jakby nic na świecie nigdy się nie roztrzaskało.
Spuściłam głowę, kierując się w stronę ogrodu, gdzie stały krzesła do ceremonii. Tessa szła obok mnie, niczym milcząca ochroniarz, ściskając kopertówkę jak broń.
„Widzisz go?” – wyszeptała.
„Widzę go”.
Ethan stał przy ołtarzu, pod kratownicą ociekającą białymi wisteriami. Miał na sobie idealnie dopasowany granatowy garnitur. Wyglądał na eleganckiego, odnoszącego sukcesy, godnego zaufania. Wyglądał jak mężczyzna, w którym zakochałam się dziesięć lat temu, zanim zorientowałam się, że jego urok był tylko maską narcyzmu.
Śmiał się z czegoś, co powiedział jego drużba, klepiąc go po ramieniu. Potem się odwrócił.
Jego wzrok przesuną się po tłumie, pewny siebie, panujący nad salą. A potem jego wzrok spoczął na mnie.
Przez ułamek sekundy wyglądał na zdezorientowanego. Potem nastąpiło rozpoznanie.
Jego uśmiech nie zgasł, tylko się wyostrzył. Przeprosił drużbów i ruszył w moją stronę, lawirując między gośćmi z gracją drapieżnika.
„Spokojnie” – mruknęła Tessa. „Nie pozwól mu zobaczyć, że się pocisz”.
„Nie pocę się” – wyszeptałam w odpowiedzi. „Zmarzłam”.
Ethan zatrzymał się metr od nas. Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, a jego wzrok zatrzymał się na masie samochodu.
Ier pod materiałową zasłoną, prawdopodobnie zakładając, że to tylko brak wyczucia stylu albo przybranie na wadze.
„Wow” – powiedział głosem ociekającym udawanym współczuciem, wystarczająco głośnym, by usłyszeli go kuzyni. „Naprawdę przyszłaś. Muszę przyznać, Claire, że nie sądziłem, że będziesz miała na to ochotę”.
Wzięłam powolny, miarowy oddech, skupiając się. „Gratulacje, Ethan”.
„Dziękuję”. Odchylił się na piętach, strojąc się. „To będzie piękny dzień. Nowy początek. Nareszcie”.
Leave a Comment