„Posiadam akcje, Ethan. Wszystkie. Spuścizna po twoim ojcu? Teraz należy do mnie”.
„Nie!” – krzyknęła Marissa, chwytając go za ramię. „Ethan, powiedz jej, że nie może tego zrobić! To nasz spadek!”
„To był twój spadek” – poprawiłam. „Dopóki nie wydałeś go na torebki i ego”.
Kierownik podszedł ponownie, wyglądając na bardziej zdenerwowanego niż poprzednio. „Proszę pani… rata?”
Uśmiechnęłam się do niego — szczerym, olśniewającym uśmiechem. „Oczywiście. Dopisz to do nowego konta”.
Stuknęłam telefonem w terminal, który trzymał. Delikatny dźwięk.
ZATWIERDZONE.
Dźwięk rozbrzmiał jak uderzenie młotkiem w klocek rezonansowy. Kilka stolików wręcz zaklaskało, myśląc, że dramat się skończył. Mylili się. Dramat po prostu zmienił miejsce spotkania.
„Ty
„Zrujnowało nas” – syknęła Marissa, a jej twarz wykrzywiła się w ohydnej, czystej nienawiści. „Wiesz, co to robi z butikiem? Inwestorzy się wycofają, gdy usłyszą o zajęciu akcji!”
„Och, oni już wiedzą” – przerwałam delikatnie. „Daniel wysłał raport wszystkim twoim partnerom dziesięć minut temu. Przejrzystość jest kluczowa w biznesie, prawda?”
Ethan nie był już zły. Był przerażony. Spojrzał na mnie jak na kogoś obcego, potwora, którego przypadkowo zaprosił do swojego łóżka.
„Laya” – płakał, a łzy spływały mu po twarzy. „Proszę. Możemy to naprawić. Zrobiłem to tylko dlatego, że ufałem planowi Marissy. Powiedziała, że ekspansja podwoi nasze pieniądze! Nie obwiniaj mnie!”
„Nie obwiniaj siebie?” – warknęła Marissa, odwracając się do niego. „Użyłeś akcji taty? Mówiłeś mi, że Laya nigdy się nie dowie! Ty idioto!”
Zapadła między nimi cisza. Sojusz został zerwany. Szczury rzuciły się na siebie.
Wstałam i wzięłam kopertówkę.
„Laya, zaczekaj” – błagał Ethan, sięgając po moją dłoń, ale powstrzymując się przed dotknięciem. „Możemy wrócić do domu. Możemy o tym porozmawiać”.
Cofnęłam się, tworząc między nami przepaść.
„Nie mamy już domu, Ethan”.
Zamarł. „Co?”
Rozdział 4: Wypowiedzenie umowy najmu
„Jutro” – powiedziałam spokojnie – „otrzymasz dokumenty separacyjne. I wypowiedzenie umowy najmu”.
Marissa zrobiła krok do przodu. „Wypowiedzenie czego?”
Spotkałam się z nią w oczy. „Dom. Ten, którego używałaś jako osobistego schowka i miejsca na imprezy przez ostatni rok. Akt własności był na moje nazwisko, Marissa. Ethan zapomniał wspomnieć, że kupiłam go przed ślubem”.
Otworzyła usta ze zdumienia. Wyglądała jak ryba łapiąca powietrze na pomoście.
Leave a Comment