„Ethan” – zawołała Sarah.
Ethan odwrócił się. Zamrugał. „Sarah?”
Wpatrywał się w nią. Spojrzał na marynarkę. Spojrzał na drogą kawę. Jego twarz zmętniała.
„Wyglądasz… inaczej” – powiedział, odsuwając krzesło.
Linda usiadła obok niego, mrużąc oczy i lustrując twarz Sarah. „Wyglądasz na szczuplejszą” – skomentowała natychmiast. „Zakładam, że źle się odżywiasz? Zupki instant?”
„Po prostu zajęta pracą, Linda” – odpowiedziała Sarah, biorąc spokojnie łyk latte. „Produktywność spala kalorie”.
„Praca?” – prychnął Ethan. „Jaka praca? Handel detaliczny? Sprzątanie?”
„Konsulting” – odparła Sarah niejasno.
Ethan położył dłoń na jej dłoni. Jego dłoń była wilgotna. To przywołało falę wspomnień – żadnych dobrych.
„Sarah” – powiedział, a jego głos zniżył się do tego protekcjonalnego tonu, którego nienawidziła. „Wiem, że starasz się być silna. Garnitur to miły dodatek. Znalazłaś go w…
W sklepie z używaną odzieżą? Pasuje idealnie.”
„To tradycja” – powiedziała Sarah.
„Dobrze” – Ethan zaśmiał się nerwowo. „Słuchaj, kochanie. Nie musisz już udawać. Rozmawialiśmy z mamą. Wiemy, że minęło sześć miesięcy. Mieszkanie musi być okropne. Samotność musi cię wykańczać.”
„Jesteśmy gotowi ci wybaczyć” – wtrąciła Linda, krzyżując ramiona. „Za rozwód. Za wstyd, jaki przyniosłeś rodzinie. Ethan jest gotów cię przyjąć z powrotem.”
„Przyjąć mnie z powrotem?” Sarah uniosła brew.
„Tak” – powiedział wspaniałomyślnie Ethan. „Możesz wprowadzić się do mojego nowego mieszkania. Jest tam pokój gościnny dla mamy. Ale są pewne warunki.”
„Warunki?”
„Całkowita przejrzystość finansowa” – powiedziała Linda. „Ethan zarządza rachunkami. Dostajesz kieszonkowe. Koniec z ukrywaniem pieniędzy. Koniec z „konsultacjami”. Potrzebujesz stałej pracy, może w sklepie spożywczym.” Coś prostego”.
„I przeprosiny” – dodał Ethan. „Publiczne. Dla mamy. Za to, że odeszła”.
Sarah spojrzała na nich. Byli jak artefakty z muzeum złych decyzji. Naprawdę wierzyli, że tonie. Wierzyli, że siedzi tu w garniturze szytym na miarę, modląc się o tratwę ratunkową, która pozwoli im wrócić na ich wyspę nieszczęścia.
„Zanim zaczniemy rozmawiać o powrocie” – powiedziała Sarah, odstawiając kubek z celowym kliknięciem. „Mam ci coś do pokazania”.
Sięgnęła do swojej skórzanej torby.
„Czy to rachunek?” – prychnęła Linda. „Nie spłacamy twoich długów, Sarah. To twoja nauczka”.
„To nie rachunek” – powiedziała Sarah.
Wyciągnęła niebieską teczkę. Była gruba.
Leave a Comment