Część 1: Szczelina w Ciemności
Ciemność była moim jedynym towarzyszem przez trzy miesiące. Nie była to spokojna czerń; to była ciężka, dusząca wełna, która owinęła mi głowę w chwili, gdy wystrzeliła poduszka powietrzna, a świat roztrzaskał się w dźwięku zgrzytliwego metalu. Od tamtej pory żyłam w świecie dźwięków i dotyku – szelestu prześcieradeł, zapachu antyseptyku, a w końcu cykania świerszczy w ustronnej wiejskiej willi, którą moi rodzice wynajęli na czas mojej rekonwalescencji.
Ale dziś rano ciemność pękła.
Zaczęło się od bólu głowy, ostrego bólu za oczami, a potem pojawił się kalejdoskop szarych zakłóceń. Potem, w jednej, zapierającej dech w piersiach chwili, zakłócenia zniknęły. Zamrugałam, a ciężkie, szare zasłony mojej sypialni nabrały ostrości. Drobinki kurzu tańczyły w promieniach porannego słońca. Misterny kwiatowy wzór tapety, który setki razy obrysowywałam opuszkami palców, w końcu ujawnił swój wyblakły żółty odcień.
Widziałam.
Leave a Comment