„Limuzyna jest” – oznajmił Liam, chwytając telefon. „Nie każ mi czekać. I zrób coś z…” – wskazał mi niejasno na twarz. „Wyglądasz na wyczerpaną. To przygnębiające”.
Wyszedł, nie oglądając się za siebie.
Stałam tam przez chwilę, a krzyki bliźniaków wypełniły ciszę, którą po sobie zostawił. Podniosłam Noaha i delikatnie kołysałam go na piersi.
„W porządku” – szepnęłam do dziecka, całując jego miękką, puszystą główkę. „Tata nie miał tego na myśli. Tata jest po prostu… zdezorientowany”.
Ale on nie był zdezorientowany. Był okrutny. A okrucieństwo, w przeciwieństwie do wyczerpania, nie było czymś, z czym można się przespać.
Odłożyłam Noaha i sięgnęłam po telefon. Wysłałam SMS-a do pana Hendersona, przewodniczącego zarządu i jedynej osoby w firmie, która znała moją prawdziwą tożsamość.
Czy odprawa z tytułu zwolnienia z pracy jest gotowa do realizacji?
Trzy kropki pojawiły się natychmiast.
Gotowe na pani rozkaz, proszę pani. Tylko daj słowo.
Włożyłam telefon do torebki. Wygładziłam materiał mojego „namiotu”. Poszłam za mężem na jego zagładę.
Część 2: Wyrzucenie
Doroczna Gala Vertex Dynamics odbyła się w hotelu Grand Continental. Sala balowa była jaskinią kryształu i światła, ociekającą złotymi liśćmi i białymi różami. Pachniało olejem truflowym i ambicją.
Dotarliśmy w blasku aparatów fotograficznych. Liam wysiadł pierwszy z limuzyny, błyskając swoim wyćwiczonym, olśniewającym uśmiechem. Zapiął marynarkę i pomachał do…
fotografów i ruszyłam w stronę czerwonego dywanu.
Z trudem wysiadłam z samochodu za nim, dźwigając ogromną torbę na pieluchy udającą designerską torbę i podwójny wózek, który parkingowy miał mi pomóc rozłożyć.
„Panie Sterling! Panie Sterling!” krzyknął reporter. „Tutaj! Zdjęcie z żoną?”
Liam zawahał się. Spojrzał na mnie. Mocowałam się z paskiem wózka, a moje włosy były lekko potargane od wiatru. Widziałam w jego oczach kalkulację. Czy to pomoże marce?
„Może później” – zawołał Liam, płynnie stając przede mną, aby zasłonić kamerą swoją zmagającą się z problemami żonę. „Ava czuje się dziś wieczorem trochę niedobrze. Skupmy się na wynikach za trzeci kwartał, dobrze?”
Szybko przeprowadził mnie przez kolejkę dla prasy i na salę.
„Jezu, Ava” – syknął, gdy weszliśmy do holu. „Jesteś niezdarny. Prawie się potknąłeś o wózek. Nie możesz być grzeczny przez godzinę?”
„Niosę czternaście kilogramów dziecięcego sprzętu, Liam. Mógłbyś pomóc.”
„Jestem prezesem” – warknął. „Nie jestem jucznym osłem. Znajdź sobie kąt. Zostań tam.”
Znalazłam miejsce przy bufecie, częściowo ukryte za dużą kompozycją kwiatową. Bujałam wózkiem w przód i w tył. Emma spała, ale Noah był marudny. Zaczął poskomleć, a dźwięk przebił się przez smooth jazz grany na żywo przez zespół.
Podniosłam go, delikatnie nim potrząsając. Wydał głośne, mokre beknięcie, a na ramieniu mojej granatowej sukienki wylądowała odrobina śliny.
Chwyciłam pieluchę, gorączkowo próbując ją wytrzeć, ale mokra plama pozostała – ciemna plama na jedwabiu.
„Świetnie” – mruknęłam.
„Czy jest tu jakiś problem?”
Leave a Comment