Łóżko Alyssy było wykonane z wojskową precyzją, ale pościel nie miała śladu zużycia. Ciężkie, dębowe szuflady szafki nocnej były lekko uchylone, całkowicie pozbawione swojej zwykłej zawartości. Hall skierował światło do garderoby.
Gołe, drewniane podłogi. Puste, druciane wieszaki kołysały się lekko na przeciągu.
Alyssa nie spakowała właśnie torby. Całe jej istnienie zostało chirurgicznie wycięte z architektury.
Następnie przeszli do pokoju Lily. Bajkowa kołdra zniknęła. Skrzynia na zabawki była otwarta i pusta. Żadnych pluszaków. Żadnych porozrzucanych ubrań.
Ale tam, niewinnie leżąc na podłodze obok drzwi szafy, stał pojedynczy, prostokątny kształt. Tablet Lily. Urządzenie, którego używała wyłącznie do naszych weekendowych wideorozmów.
Hall przykucnął, wkładając lateksowe rękawiczki, po czym uniósł go za krawędzie. „Bateria jest rozładowana. Ale kryminalistyka może odczytać wewnętrzną historię pingowania”.
Mercer odwróciła się do mnie, jej wzrok wpatrywał się w moje. „Jesteś absolutnie pewna, że to głos twojej wnuczki w telefonie? Nie nagranie? Nie ktoś ją naśladował?”
„Znam dźwięk własnej krwi” – warknęłam, a wściekłość, niczym matka, na chwilę przytłoczyła moje przerażenie. „Była sparaliżowana strachem”.
Hall powoli obrócił tablet w dłoniach w rękawiczkach. Zamarł.
Do eleganckiej, aluminiowej tylnej ścianki przyklejona była zmięta, neonowożółta karteczka samoprzylepna.
Ostrożnie ją odkleił, trzymając pod ostrym, białym światłem latarki. Pismo było postrzępione, głęboko wciśnięte w papier przez agresywną, wściekłą dłoń. Dwie linijki tekstu patrzyły na nas złowrogo.
JEŚLI PRZYJDZIESZ, NIGDY WIĘCEJ ICH NIE ZOBACZYSZ.
PRZESTAŃ DZWONIĆ.
Kolana mi się ugięły. Gdyby Mercer nie złapał mnie za łokieć, padłabym na podłogę.
„To on” – wykrztusiłam, a łzy w końcu przebiły tamę. „To Trevor. Nie potrzebuję grafologa. Wiem.”
Mercer zacisnął szczękę. „Status podwyższony. Traktujemy to jako aktywne, wrogie porwanie. Potrzebuję wszystkich danych, jakie macie na temat Trevora Kane’a. Aktualny pracodawca, marka pojazdu, numer rejestracyjny, znani współpracownicy.”
Szukałam na oślep telefonu, a wzrok mi się rozmazywał. „Pracuje w firmie budowlanej, w której nie ma związku zawodowego. Jeździ zardzewiałą, szarą Toyotą Tacomą. Stracił prawo do aresztu z powodu swojego temperamentu”.
Mercer już krzyczała do radia. „Dyspozytor, eskaluj do poważnych przestępstw. Mamy potwierdzoną notatkę z groźbą i zaginięcie nieletniego. Żądamy natychmiastowej oceny w ramach Alarmu AMBER”.
Alert AMBER.
Te dwa słowa były zarezerwowane dla przerażającego, przewijającego się tekstu na znakach drogowych, dla tragedii innych ludzi, które rozgrywały się w wieczornych wiadomościach. Nie pasowały do mojego świata.
Wtedy głos Halla odbił się echem z korytarza, niosąc ponurą, pustą przestrogę. „Sierżancie. Musicie to zobaczyć”.
Leave a Comment