Rozdział 5: Wyrok
Sala sądowa w budynku sądu miejskiego pachniała woskiem do podłóg i zwietrzałą kawą. Było to małe pomieszczenie, onieśmielane boazerią i flagą lekko przechyloną w lewo.
Gerald siedział po lewej stronie ze swoim prawnikiem, mężczyzną w poliestrowym garniturze, który wyglądał, jakby dla rozrywki gonił za karetkami. Gerald miał na sobie świeżo wyprasowaną koszulę, starając się wyglądać na pokrzywdzonego wdowca.
Eleanor i ja siedzieliśmy po prawej stronie z Davidem Mercerem.
Ten
Sędzia, rzeczowa kobieta o nazwisku Morrison, poprawiła okulary. „Panie Weiss” – zwróciła się do prawnika Geralda. „Twierdzi pan, że pański klient ma prawo do nieruchomości na podstawie umowy ustnej?”
„Tak, Wysoki Sądzie” – odparła gładko Weiss. „Pan Leland zainwestował w dom znaczny kapitał własny. Wierzył w dobrej wierze, że nieruchomość jest jego spadkobiercą”.
„Wierzył?” – zapytała sędzia Morrison. „Czy jest jakiś dokument? SMS? E-mail?”
„To było porozumienie matki z synem” – argumentowała Weiss. „I uważamy, że pani Leland jest pod nieuzasadnionym wpływem wnuczki, która jest zirytowana zasadami panującymi w domu”.
Gerald skinął poważnie głową, patrząc na sędziego smutnymi, szczenięcymi oczami.
David Mercer wstał. „Wysoki Sądzie, przedstawiam Dowód A: Akt własności. Jedyny właściciel, Eleanor Leland. Dowód B: Dwudziestodwuletnie wpływy z podatku od nieruchomości, płacone przez Eleanor Leland”.
„A co do »bezprawnego wpływu«” – kontynuował David – „chcielibyśmy przedstawić nowe dowody dotyczące charakteru i wiarygodności pana Lelanda”.
Podał akta komornikowi.
„To zdjęcia biurka pana Lelanda zrobione wczoraj” – powiedział David. „Pokazują kradzież federalnej poczty. Listy przyjęcia na uniwersytety adresowane do jego córki, przechwycone i ukryte. Czeki od członków rodziny, ukryte. To nie jest człowiek działający w dobrej wierze. To człowiek dopuszczający się systematycznej kontroli i oszustwa”.
Gerald gwałtownie odwrócił głowę w moją stronę. Spojrzał na Tylera, który siedział w ostatnim rzędzie z wujkiem Russellem. Tyler patrzył prosto przed siebie, zaciskając szczęki.
Sędzia Morrison przeglądała zdjęcia. Jej wyraz twarzy się naprężył. Spojrzała na akt własności. Spojrzała na zdjęcia skradzionej poczty. Potem zdjęła okulary.
„Panie Leland” – powiedziała. Jej głos był cichy, groźny. „Zasiedzenie wymaga „wrogiego” zajęcia. Mieszkał pan tam za zgodą matki. Ta zgoda została cofnięta”.
„Ale…” – zaczął Gerald.
Leave a Comment