Spojrzałam w stronę głównego stolika. Diane unosiła ku mnie kieliszek w szyderczym, milczącym pozdrowieniu. Wyzwanie. Kyle szczerzył się jak dziki pies. Madison dosłownie nagrywała mnie telefonem. Chcieli wybuchowej, histerycznej reakcji. Chcieli, żebym się roztrzaskała, żeby mogli pozbierać kawałki i wyrzucić je do kosza.
Serce waliło mi jak młotem, ale ręce miałam zupełnie spokojne. Wyjęłam swoją kartę debetową – opłaconą latami pobierania krwi i pracy na nocnych zmianach – i podałam ją barmanowi. „Załatw to w całości” – rozkazałam cicho.
Podpisałam paragon, zostawiając dwudziestoprocentowy napiwek. Wstałam, wygładzając przesiąkniętą winem sukienkę, przygotowując się do wyjścia z restauracji i wymazania nazwy Everett z mojego słownika na zawsze.
Ale gdy moja dłoń dotknęła mosiężnej klamki drzwi wyjściowych, głos Eleanor rozbrzmiał w cichym pomieszczeniu.
„Po prostu Chwileczkę, proszę”.
Wszystkie głowy gwałtownie zwróciły się w stronę szczytu stołu. Eleanor wstała, odrzucając pomoc Richarda i wyprostowała się na całą swoją imponującą wysokość. Mężczyzna w grafitowym garniturze natychmiast stanął obok niej, podnosząc z podłogi ciężką teczkę.
„Zanim ktokolwiek opuści ten pokój” – oznajmiła Eleanor, a w jej głosie słychać było autorytet sędziego skazującego na dożywocie. „Mam sprostowanie do zapisu historycznego. Proszę usiąść, Diane”.
Kpiący uśmiech Diane zniknął, zastąpiony błyskiem autentycznego przerażenia, gdy mężczyzna w garniturze odpiął mosiężne zamki, a metaliczny dźwięk przypominał odbezpieczanie naładowanego pistoletu.
Rozdział 5: Księga Grzechów
Leave a Comment