Z ciężkiego kryształu nalała sobie wulgarnego, trzypalcowego Macallana.
Zerknęłam na męża. Mark wręcz wibrował z paniki, a jego palce pobielały, gdy ściskał krawędź łuku.
„Chloe, może lepiej byłoby napić się wody gazowanej?” – wykrztusił Mark, żałosną prośbą ledwo skrywaną jako sugestia.
„Och, uspokój się, Marky” – zachichotała, biorąc potężny, niewdzięczny łyk szkockiej. „Twoja żona umie się dzielić, prawda, Eleno?”
Gdy się poruszała, prądy powietrza w penthousie niosły jej zapach prosto do mnie. Gęsta, mdła mgła syntetycznej wanilii i agresywnego jaśminu. Mój żołądek gwałtownie się skurczył.
To były dokładnie te same tanie perfumy, które czułam na kołnierzyku Marka trzy dni temu, kiedy odbierałam jego rzeczy z pralni chemicznej. Dokładnie ten sam zapach, który przylgnął do jego skóry, gdy wpełzł do łóżka o 2:00 w nocy po rzekomo wyczerpującej „kolacji z okazji pozyskania klienta”.
Uśmiechnęłam się. To był przerażający, ostry jak brzytwa wyraz twarzy, który wyrażał tylko moje zęby.
„Dzielę się tym, czym chcę się dzielić” – mruknęłam cicho. „Proszę, rozgość się. Ale bądź ostrożna. Wiele rzeczy w tym domu jest niezwykle delikatnych. I nie do zastąpienia kosztownych”.
Chloe prychnęła, podchodząc bliżej. Celowo otarła się ramieniem o moje, naruszając moją przestrzeń osobistą. Pochyliła się, przytłaczająca smrodem jaśminu i alkoholu, i wyszeptała sekret przeznaczony tylko dla nas dwojga.
„Ciesz się widokiem, póki możesz, kochanie” – syknęła, wpatrując się w panoramę miasta. „Bo prędzej czy później zabiorę klucze do zamku”.
Nie czekała na moją reakcję. Odwróciła się do mnie plecami i ruszyła w stronę białej sofy, przechylając dłonią kryształowe szkło o ułamek cala za daleko.
Rozdział 2: Geografia plamy
Ciśnienie atmosferyczne w pokoju gwałtownie spadło. Mark unosił się w pobliżu wejścia, niczym duch nawiedzający jego własne, wyimaginowane życie, błagając mnie szeroko otwartymi, przerażonymi oczami, żebym po prostu się w to wkręciła. Chciał, żebym była dobrą, uległą gospodynią domową, którą przekonał swoją kochankę.
Chloe rzuciła się na moją nieskazitelnie białą, włoską, lnianą sofę, niebezpiecznie przysuwając szpilki do delikatnego materiału. Założyła nogę na nogę, machając stopą z zadowoleniem i rytmem.
„Więc, Eleno” – wycedziła, przyglądając się swoim akrylowym paznokciom w ciepłym blasku żyrandola. „Co właściwie robisz całymi dniami? Mark mówi, że przeważnie siedzisz tu zamknięta. To musi być ciężka robota, wydawać na karty kredytowe, podczas gdy on łamie sobie kręgosłup.”
Leave a Comment