Rozdział 1: Nieprzyjemne przyjęcie
Obsidian nie był tylko miejscem; był wizytówką. Położony w sercu najbogatszej dzielnicy miasta, jego imponująca architektura, zadbane ogrody i niesławna ekskluzywność uczyniły go klejnotem w koronie wyższych sfer. Zapewnienie sobie miejsca w wielkiej sali na sobotni wieczór oznaczało, że albo urodziłeś się w bogatej rodzinie, albo wydałeś małą fortunę, żeby udawać, że tak jest.
Dziś wieczorem moja młodsza siostra Mia robiła to drugie, w całości sfinansowane przez rodzinę swojego nowego męża.
Wygładziłam tkaninę mojej skrojonej, głęboko szmaragdowej sukni. Była elegancka, skromna i całkowicie pozbawiona krzykliwych cekinów czy agresywnych znaków firmowych, które zazwyczaj preferowała moja rodzina. Nie musiałam nosić metki z ceną, żeby znać swoją wartość.
Wzięłam głęboki oddech, przygotowując się na nieuniknioną burzę, i przeszłam przez masywne, ciężkie mahoniowe drzwi.
Wielka sala zapierała dech w piersiach. Dziesiątki kaskad kryształowych żyrandoli rzucały ciepłe, złote światło na polerowane marmurowe podłogi. Kwartet smyczkowy grał w kącie delikatny, porywający utwór klasyczny. Dwustu gości, ubranych w absolutnie najlepsze stroje, kręciło się, popijając starego szampana i szepcząc uprzejme słówka.
Nie zdążyłam zrobić nawet dziesięciu kroków, gdy muzykę klasyczną nagle, gwałtownie przerwał donośny, hałaśliwy śmiech mojego ojca.
„No, no, no! Patrzcie, co ten kot tu przywlókł!”
Richard, mój ojciec, był już pijany. Twarz miał czerwoną od alkoholu i poczucia własnej wartości. Maszerował po marmurowej podłodze, całkowicie ignorując grzeczne granice innych gości. Złapał mnie za ramię zdecydowanie za mocno i agresywnie szarpnął do przodu, ciągnąc mnie na sam środek sali, tuż przed potężny stół, przy którym siedziała bogata rodzina pana młodego.
„Patrzcie wszyscy, kto w końcu przyjechał!” krzyknął mój ojciec, a jego głos odbił się echem od sklepionych sufitów, cuchnąc drogim szampanem i tanimi cygarami. „Moja „niezależna” najstarsza córka, Clara! Karierowiczka, która jest wiecznie taka zajęta!”
Objął mnie ramieniem, opierając się ciężko na mnie w udawanym uścisku, który bardziej przypominał klatkę. Spojrzał na morze twarzy, celując konkretnie w rodziców Jamesa, zamożną parę, która sfinansowała całe to widowisko.
Leave a Comment