Po południu drugiego dnia pułapka się zatrzasnęła.
„Amanda” – zasugerowała Emily – „czy mogę zabrać Noaha nad rzekę? Nauczę go puszczać kaczki. Tuż przy brzegu”.
„Do rzeki? To zbyt ryzykowne” – warknęłam natychmiast.
„Nie bądź paranoiczką” – wtrąciła Patricia ostrym głosem. „Emily i ja będziemy go pilnować. James też tam jest. Dusisz chłopca, Amanda. Musi być odważny. Nauczyłam cię pływać, jak miałaś trzy lata i dobrze ci poszło, prawda?”
„Daj spokój, Amanda” – Thomas delikatnie mnie szturchnął. „To jego rodzina”.
Wbrew rozsądkowi – decyzji, która będzie mnie prześladować – ustąpiłam. „Dobrze. Ale nie płyń tak głęboko. Proszę.”
Z Thomasem zostaliśmy na kempingu. Ale niepokój dawał mi się we znaki. Minęło trzydzieści minut. Cisza lasu była przytłaczająca.
„Nie mogę tego znieść” – powiedziałem. „Idę ich sprawdzić”.
„Pójdę z tobą” – powiedział Thomas.
Pobiegliśmy nad brzeg rzeki. Widok, który nas powitał, zamarł mi w piersi. Patricia i Emily stały na błotnistym brzegu, patrząc na rwącą wodę. Jamesa nigdzie nie było widać.
Noaha też nie.
„Gdzie jest Noah?” – krzyknąłem.
Emily odwróciła się do mnie. Uśmiechała się – dziwnym, szalonym uśmiechem. „Nie martw się. On pływa. Prowadzimy dla niego specjalny trening”.
„Co? Gdzie on jest?”
Spojrzałem na wodę. Daleko, w sercu rwącego nurtu, kiwała się mała główka. Noah walczył
nurzając się w wodę.
Leave a Comment