Podałam adres Lauren. Opowiedziałam mu o przerwanym połączeniu, zamkniętym domu, znalezieniu Madison w szafie, dokumentach z monitoringu na biurku.
Słyszałam, jak dyspozytor wysyła sygnały, słyszałam klikanie radia, jakby świat w końcu się skończył.
Obudziłaby się.
Ryan zaniósł Madison do salonu, chwycił koc i owinął go sobie wokół ramion. „Jesteś bezpieczna” – powiedział, a jego głos drżał z gniewu. „Jesteś bezpieczna”.
Madison pokręciła głową. „Mówili, że nigdy mnie nie znajdziesz”.
Krew mi zmroziła krew w żyłach. „Dlaczego moja siostra to zrobiła?” – wyszeptałam, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego.
Wzrok Madison spłynął na stół. „Bo Emma jest do ciebie podobna” – wyszeptała. „A mama zawsze mówiła… że na nią nie zasługujesz”.
Dyspozytorka zapytała: „Proszę pani, czy w tej chwili toczy się spór o opiekę?”
„Nie” – odpowiedziałam. „Nie ma. Ona nie jest jego opiekunką. Jest po prostu… moją siostrą”.
„Czy ma pani jakiekolwiek powody, by sądzić, że pani siostra skrzywdziłaby dziecko?” – zapytała dyspozytorka.
Spojrzałam na drżącą dłoń Madison, na jej zraniony nadgarstek, który był ukryty jako przeszkoda.
Pomyślałam o Emmie, zamkniętej w łazience, szepczącej do telefonu, przerażonej tym, co może usłyszeć.
„Tak” – powiedziałam łamiącym się głosem. „Wierzę”.
Na zewnątrz w oddali wyły syreny.
Telefon Ryana zawibrował.
Leave a Comment