Natalie zawahała się, opierając się ciężko na miotle. Jej wzrok z niepokojem powędrował w stronę rozświetlonych okien głównego domu. „Jeśli ciocia Wiktoria cię zobaczy, natychmiast zadzwoni do szeryfa. W zeszłym miesiącu aresztowała nastolatka za to, że przeciął pastwisko”.
„Będę się całkowicie ukrywać” – obiecałam. „Mogę spać w cieniu drzew, jeśli będę musiała. Proszę tylko o trochę jedzenia”.
Surowy wyraz twarzy Natalie złagodniał. Nawet pogrzebana pod ciężarem dwunastu lat niewyobrażalnego znęcania się, dostrzegałam głęboką dobroć, która wciąż żyła w mojej córce.
„Zaczekaj tu” – wyszeptała.
Zniknęła w głębi stodoły i wróciła po chwili, niosąc brązową papierową torbę z na wpół zjedzoną kanapką z szynką i obitym jabłkiem.
„To mój obiad” – powiedziała, wyciągając w moją stronę torbę. – „Ale wyglądasz, jakbyś potrzebowała kalorii bardziej niż ja”.
Wzięłam torbę. Moje ręce wyraźnie drżały. „Jesteś niezwykle dobrą kobietą” – powiedziałam, wpatrując się w jej ubrudzoną ziemią twarz. – „Twoi rodzice byliby z ciebie niesamowicie dumni”.
Natalie gwałtownie się wzdrygnęła, jakbym uderzyła ją w usta.
„Moja matka była złodziejką” – powiedziała cicho, w jej głosie nie było emocji. – „I tchórzem. Zostawiła nas z niczym”.
„Może” – odparłam, patrząc jej w oczy. „A może nie znasz całej historii”.
Zanim zdążyła przetworzyć moje słowa, ostry, przenikliwy głos przerwał ciszę stodoły.
„Natalie! Kim on do cholery jest?”
Victoria agresywnie maszerowała przez żwirowe podwórko, a jej designerskie skórzane buty głośno chrzęściły. Miała pięćdziesiąt pięć lat, ale jej twarz była chirurgicznie unoszona, rozciągana i wstrzykiwana tak wiele razy, że przypominała napiętą, pozbawioną emocji maskę. Jej oczy były małe, ciemne i drapieżne.
„Nikt, ciociu Victorio” – wyjąkała szybko Natalie, stając przede mną opiekuńczo. „Tylko włóczęga. Właśnie odchodzi”.
„Włóczęga” – zadrwiła Victoria, patrząc na mnie od góry do dołu z nieskrywaną, arystokratyczną pogardą. „Na mojej posesji. Je moje jedzenie”.
Głęboko pochyliłam głowę, odgrywając żałosną rolę. „Bardzo przepraszam, proszę pani. Nie miałam absolutnie nic złego na myśli. Pani siostrzenica po prostu okazała odrobinę chrześcijańskiego miłosierdzia”.
Victoria zaśmiała się. To był ostry, okropny dźwięk, jak zgrzyt metalu. „Chrześcijańskie miłosierdzie”.
Spojrzała gniewnie na Natalie. „Czy dałaś temu włóczędze obiad?”
Leave a Comment