Nora, lat osiem, skrzyżowała ramiona. „Nie możemy żyć bez pralki”.
Hazel przytuliła pluszowego króliczka. „Czy jesteśmy biedni?”
„Wyzdrowieliśmy…” powiedziałam, mając nadzieję, że mój głos zabrzmiał przekonująco.
Nie mieliśmy pieniędzy na „nową pralkę”. Więc w ten weekend wsadziliśmy dzieci do samochodu i pojechaliśmy do sklepu z używanymi sprzętami AGD. Z tyłu stała stara pralka z tekturowym napisem:
60 dolarów. W STANIE, W JAKIM SIĘ ZNAJDUJE. ZWROTÓW NIE PRZYJMUJEMY.
Idealnie.
Sprzedawca wzruszył ramionami. „Działała, kiedy próbowaliśmy”.
To wystarczyło. To albo pranie ręczne w wannie.
Wnieśliśmy je do samochodu. Dzieciaki kłóciły się o pasy bezpieczeństwa. Milo przegrał i siedział ponury przez całą drogę do domu.
Podłączyłam pralkę do prądu i zamknęłam pokrywę.
„Uruchomienie próbne” – powiedziałam. „Pusta. Jeśli wybuchnie, uciekamy”.
„To przerażające” – powiedział Milo.
Woda wlała się. Bęben zaczął się kręcić.
Potem – dzwonienie.
Ostry, metaliczny dźwięk.
„Cofajcie się” – powiedziałem.
Bęben znów się zakręcił. Dzwonienie. Tym razem głośniej.
Leave a Comment