„Trzydzieści jeden” – wyszeptałam.
Mason zamarł. Zesztywniał jak posąg. Papieros wypadł mu z palców. Powoli obrócił głowę, szeroko otwierając oczy, przekrwione, pełne pierwotnego przerażenia. Rozpoznał mnie natychmiast.
„Hunter” – wyjąkał. „Ja… ja nie…”
Złapałam go za nadgarstek. Nie ścisnęłam mocno – tylko na tyle, żeby trafić w punkt nacisku. Skręciłam. Sapnął, opadając na jedno kolano.
„Musimy porozmawiać o twojej siostrze” – powiedziałam cicho. „I powiesz mi wszystko, albo zacznę liczyć”.
Wciągnęłam go w mrok zaułka. Polowanie oficjalnie się rozpoczęło.
Przycisnęłam go do ceglanej ściany. „Proszę” – jęknął Mason. „Hunter, nie rozumiesz. Musiałam. On mnie stworzył”.
„Kto cię stworzył? Twój ojciec?”
„Tak! Victor. Jeśli ja
Gdyby nie trzymał jej za nogi, zrobiłby mi to samo!”
Spojrzałem na niego. Miał dwadzieścia dwa lata i zegarek, który kosztował więcej niż moja ciężarówka. Nigdy w życiu nie przepracował ani jednego dnia, nigdy o nic nie walczył. I uważał, że strach jest usprawiedliwieniem dla potworności.
„Trzymałeś ją za nogi” – powtórzyłem. „Czułeś, jak walczy. Słyszałeś, jak cię błaga. »Mason, pomóż mi«. Tak powiedziała, prawda?”
Mason wzdrygnął się. „Ja… Próbowałem odwrócić wzrok.”
„To nie ma znaczenia. Byłeś częścią równania.”
Związałem mu ręce przed oczami. „Gdzie jest magazyn?”
„Jaki magazyn?” Udawał głupiego. Odruch.
Wyjąłem młotek z szlufki od paska. Nie uniosłem go. Po prostu pozwoliłem, by ciężki, stalowy rewolwer spoczął na mojej dłoni. Oczy Masona wbiły się w niego. Wiedział dokładnie, co ten młot oznacza.
„Magazyn 4!” – wyrzucił z siebie. – W dokach, w Terminalu Południowym. Tam jest przesyłka.
– Co jest w przesyłce?
– Broń. Modyfikowane karabiny AR, nadwyżki wojskowe. We wtorek wysyłają je do kupca w Sudanie.
– A reszta?
– Pojechali do apartamentu Dominica. Kontynuują imprezę.
Zdobyto informacje. Zaciągnąłem go do ciężarówki i zawiozłem dwadzieścia mil za miasto, do znanego mi opuszczonego silosu zbożowego. Był odizolowany, dźwiękoszczelny i przerażający nocą. Przywiązałem go opaskami zaciskowymi do belki nośnej.
– Zostawiasz mnie tu? – krzyknął. – Zamarznę!
Leave a Comment