„Sarah! Otwórz tę cholerną bramę!” wrzasnęła Brittany, przyciskając twarz do obiektywu aparatu. „Pada deszcz, a w furgonetce mam sprzęt fotograficzny za cztery tysiące dolarów, który wilgotnieje!”.
Pociągnęłam powoli i z rozmysłem łyk mimosy. Następnie nacisnęłam przycisk „naciśnij i mów” na ekranie.
Mój głos wydobywał się z potężnych głośników interkomu zamontowanych na kamiennych filarach, czysty, spokojny i niósł się echem ponad burzą.
„Cześć, Brittany. Cześć, mamo. Mam nadzieję, że podobała ci się jazda”.
Brittany odskoczyła, zaskoczona potężną głośnością głośników. „Sarah?! Co jest nie tak z kodem?! Brama jest zepsuta!”.
„Kod działa bez zarzutu dla mieszkańców” – powiedziałam, obniżając głos o oktawę i tracąc wszelkie ślady uległej córki, którą, jak im się zdawało, znali. „Ale wy nie jesteście mieszkańcami. Jesteście nieupoważnionym personelem”.
„O czym ty mówisz?! – wrzasnęła Eleanor, chwytając za kraty bramy. „Przestańcie się wygłupiać i wpuśćcie nas!”
„Myślałam o tym, co powiedziałaś, mamo” – kontynuowałam, ignorując jej pisk. „O tym, jak Leo i Maya „nawet nie zauważyliby”, gdyby wysłano ich do obozu karnego, żeby Brittany mogła używać ich łóżek jako lampek. Postanowiłam, że chcę im dać wakacje, które zauważą. Czekamy właśnie na lot pierwszą klasą do Miami. Wybieramy się na luksusowy rejs. Dom jest pusty i objęty jest zaostrzonym rygorem bezpieczeństwa”.
Leave a Comment