„W takim razie potrzebujemy natychmiast biegłego księgowego” – odpowiedziała Denise.
„Wiem dokładnie, do kogo zadzwonić” – powiedziałam.
Tom Weller przyjechał z Grand Island dwa dni później. Był emerytowanym audytorem IRS po sześćdziesiątce, zbudowanym jak solidny słupek ogrodzeniowy, dzierżącym starą teczkę akordeonową jak broń. Daniel zawsze gardził Tomem, bo Tom zauważał rozbieżności. Właśnie dlatego bezgranicznie mu ufałem.
Zarekwirowaliśmy stół w jadalni Janet. Zrzuciłem na blat roboczy roczne, potajemnie wydrukowane e-maile, arkusze kalkulacyjne dostawców i wewnętrzne rejestry przelewów. Tom poprawił okulary w drucianej oprawce i zabrał się do pracy w absolutnej ciszy.
Trzy godziny później w końcu odchylił się do tyłu, wypuszczając długi, powolny oddech. „No i co?”.
„Jak źle jest?” zapytała Janet, krzyżując ramiona.
Tom spojrzał mi prosto w oczy. „Twój mąż systematycznie wysysa kapitał firmy za pośrednictwem fikcyjnych sprzedawców. Z dokumentów, które odzyskałeś, mogę definitywnie wyśledzić około 1,8 miliona dolarów przelanych w ciągu czternastu miesięcy”.
Ta kwota wyssała tlen z pokoju. „Dokąd przelano?” zapytałem.
Tom stuknął w konkretny zbiór faktur. „To właśnie jest fascynujące. Przelewa firmowe fundusze na pokrycie kosztów luksusowego wystroju wnętrz, ogromnych przyłączy i kredytu hipotecznego. Czy adres West Maple Road cokolwiek ci mówi?”
Serce mi stanęło. Miesiące temu znalazłam w schowku Daniela awizo z dokładnie tym kodem pocztowym.
„Kupił jej dom” – wyszeptałam, a ta świadomość przyprawiła mnie o mdłości.
Leave a Comment