Spojrzałam na jej pomarszczoną, życzliwą twarz. Rozpaczliwie chciałam jej powiedzieć brutalną, okropną prawdę. Zamiast tego przełknęłam gulę w gardle i powiedziałam: „Już idą”.
Uśmiechnęła się delikatnie. „Dobrze. Nikt nie powinien czekać sam”.
Prawie pobiegłam z powrotem na wyznaczone krzesło, zanim zdążyły popłynąć łzy.
O 21:00 nastąpiła zmiana dyżuru w szpitalu. Nowy pielęgniarz, Gregory, sprawdził listę gości w schowku, a potem spojrzał na mnie z politowaniem. „Nadal tylko ty?”
Skinęłam głową, wpatrując się w płytki podłogowe.
„Czy mamy spróbować do kogoś zadzwonić?”
„Nie” – wyszeptałam. „Oni wiedzą”.
O 21:47 ciężkie, podwójne drzwi sali operacyjnej otworzyły się szeroko. Dr Fitzpatrick wyszła. Nadal miała na sobie czepek chirurgiczny, a niebieską maskę naciągniętą na szyję. Natychmiast wstałam. Widziałam ten sam wyraz twarzy setki razy w swojej pracy. Doskonale wiem, jak wygląda twarz lekarza, kiedy podchodzi, żeby powiedzieć, że osoba, którą kochasz, zniknęła z powierzchni ziemi.
Stanęła przede mną, a jej głos był ciężki ze zmęczenia. „Pani Schaffer, jest mi niezmiernie przykro. Zrobiliśmy absolutnie wszystko, co w naszej mocy, ale jej serce po prostu nie wytrzymało traumy po zabiegu. Zatrzymała się o 21:51. Nie udało nam się jej reanimować”.
Usłyszałam z daleka swój głos zadający kliniczne pytanie. „Czy ją bolało?”
„Przez cały czas była pod głębokim znieczuleniem. Nie cierpiała.”
Leave a Comment