Twarz mojego ojca natychmiast wykrzywiła się w aroganckim oburzeniu. O mało nie rzucił w niego prawem jazdy.
„Sprawdzić listę?” – ryknął Richard, a jego twarz przybrała znajomy, cętkowany rumieniec. „Zwariowałeś? Zapłaciłem za to cholerne przyjęcie! Jestem ojcem panny młodej! Proszę natychmiast się odsunąć, żeby moja córka, Chloe, mogła wejść do środka i przygotować się do procesji!”
Ochroniarz nawet nie drgnął. Spokojnie spojrzał na dokument, a potem na trzymany w dłoni tablet. Pokręcił chłodno głową.
„Przepraszam pana” – powiedział ochroniarz, pozbawiony serdeczności w stosunku do klienta. „Ale pańskich nazwisk nie ma na liście gości na to wydarzenie”.
„Nie ma na liście?! – krzyknęła moja matka, robiąc krok naprzód z przerażeniem na twarzy. „To niemożliwe! My to zorganizowaliśmy!”
„Co więcej” – kontynuował ochroniarz, podnosząc głos, żeby jej przerwać. „Zgodnie z moimi informacjami, to wydarzenie zostało w stu procentach sfinansowane i zlecone prywatnie przez pana Ethana Reeda. Pańskich nazwisk wyraźnie oznaczono na czarnej liście. Organizator uważa was za intruzów. Musicie się państwo natychmiast odwrócić i opuścić lokal”.
Chloe dosłownie opadła szczęka. Spojrzała na potężną ochroniarkę, a potem spojrzała na swoją absurdalną białą sukienkę, której diadem z kryształkami na głowie nagle lekko się przekrzywił.
„Co?” – krzyknęła Chloe, a jej głos odbił się piskliwym echem w hotelowym lobby. „To kłamstwo! Ta biedna nieudacznica nie ma pieniędzy! Maya za to płaci! Wpuśćcie mnie!”
Rozdział 4: Wyrok śmierci
Mój ojciec, kompletnie wytrącony z równowagi publicznym zaprzeczeniem jego autorytetu, kompletnie stracił panowanie nad sobą.
„Ty głupi glino!” wrzasnął Richard, robiąc krok naprzód i agresywnie waląc pięściami w grube szkło drzwi sali balowej, desperacko próbując zajrzeć do środka. Głośne, chaotyczne walenie natychmiast przyciągnęło uwagę dziesiątek gości hotelowych i turystów przechadzających się po holu. Ludzie zatrzymywali się, wyciągając telefony, żeby nagrać to widowisko.
Leave a Comment