Dlaczego nie ustąpiłem miejsca przy oknie dzieciakowi, który akurat rzucił napad złości?

Dlaczego nie ustąpiłem miejsca przy oknie dzieciakowi, który akurat rzucił napad złości?

Napad złości nie był moim pilnym problemem.

Dorosły próbował wykorzystać publiczny dyskomfort jako broń, by wymusić posłuszeństwo.

To był klucz.

Bo tak naprawdę nie chodziło o okno.

Chodziło o nauczenie dziecka, że ​​krzyk działa, i nauczenie obcych, że spokój można kupić tylko poddając się.

Czy ja bym uległ?

Oczywiście.

Wiele osób tak robi i czasami to miły gest – zwłaszcza gdy pomaga rodzinom usiąść razem lub rozwiązać poważny problem.

Ale w tym przypadku tak nie było.

To była zamiana miejsc, wymuszona, a nie proszona.

A kiedy pojawiły się obelgi i presja, żeby powiedzieć „nie”, nie chodziło już o bycie miłym, tylko o zgodę.

W drodze do domu myślałam o tym, jak często ludzie – zwłaszcza ci, którzy chcą uchodzić za „miłych” – są uczeni ustępowania, żeby nie wydawać się oschli.

Ale granice to nie okrucieństwo.

Jasność to.

A jasność to czasem najbardziej pełna szacunku rzecz, jaką możesz zaoferować, ponieważ wszyscy wokół uczą się, że inni ludzie to nie tylko rekwizyty.

Gdybyś więc kiedykolwiek znalazł się w takiej sytuacji – w samolocie, w kolejce, w restauracji – co byś zrobił?

Czy pozwoliłbyś, by napad złości ustał, czy zachowałbyś granice, tak jak ja?

Podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzach, bo ta dyskusja pojawia się wszędzie i jestem ciekaw, gdzie ludzie stawiają granicę.

Next »
Next »
back to top