Dziewczynka wciąż płakała w napadach wściekłości, tylko od czasu do czasu zerkając na mnie gniewnie, jakbym coś jej odebrała.
Co kilka minut jej matka głośno wzdychała i mówiła:
„Dobrze, kochanie.
Niektórzy dorośli nie potrafią być mili”.
Zachowałam neutralny wyraz twarzy, ale w środku klatka piersiowa falowała.
Nie krzyczałam.
Tak zrobiłem.
Nie obraziłem się.
Po prostu zostałem na miejscu, za które zapłaciłem.
A jednak czułem się, jakbym popełnił przestępstwo publiczne.
Po starcie lot się uspokoił.
Dzieciak w końcu się uspokoił, obładowany tabletkami i przekąskami.
Myślałem, że to już koniec.
Wtedy jego matka pochyliła się nade mną w podłokietniku, cicho mówiąc.
„Co ci jest?” – zapytała.
„Dlaczego musisz siedzieć tak blisko okna?”
Lekko odwróciłem głowę.
„Bo tak wybrałem” – powiedziałem.
„To wszystko”.
Uśmiechnął się sarkastycznie.
„Chyba lepiej będzie, jeśli skupisz się na sobie”.
Nie odpowiedziałem.
Założyłem słuchawki i wpatrywałem się w chmury, próbując pozwolić widokowi działać – uspokoić mój układ nerwowy.
Ale w myślach wciąż odtwarzałem sobie spojrzenia, komentarze i presję.
Czy byłem zbyt sztywny?
Leave a Comment