Odwrócił się na pięcie i wycofał do sypialni, mocno zamykając za sobą drzwi.
Siedziałam w ciszy przez dłuższą chwilę. Potem, ignorując pulsowanie w plecach, sięgnęłam pod deskę podłogową pod zlewem kuchennym i wyciągnęłam elegancki, ukryty laptop. Otworzyłam go, a ekran rozświetlił moją zmęczoną twarz bladą, niebieską poświatą. Przeglądarka nie otworzyła się na koncie kelnerki. Otworzyła się na bezpiecznym, zaszyfrowanym panelu Apex Property Management & Holdings.
W prawym górnym rogu pulsowało małe, zielone okienko z powiadomieniem: Przejęcie nieruchomości przy 442 Medical Plaza zakończone. Akt własności zarejestrowany na Sarah Miller.
Wielkie przyjęcie licencyjne odbyło się trzy tygodnie później w Crystal Ballroom w najwspanialszym hotelu w mieście. Mark oficjalnie otrzymał licencję lekarską. Nie był już studentem; był dr. Markiem Harrisonem.
Oszczędzałam przez cztery miesiące, żeby kupić skromną, ale elegancką granatową sukienkę, a gotówkę trzymałam ukrytą w puszce po kawie. Chciałam wyglądać, jakbym należała do niego, chociaż przez jedną noc. Przybyłam na galę z sercem łomoczącym w piersi, z kruchą, głupią dumą narastającą w piersi. Stworzyłam tę chwilę własnymi rękami.
Muzyka była cichym kwartetem smyczkowym, sączącym się przez ciężkie mahoniowe drzwi. Ale gdy sięgnęłam po mosiężną klamkę, z cienia szatni wyłoniła się postać, fizycznie blokując mi drogę.
To była Eleanor. Miała na sobie srebrną suknię, a jej szyja ociekała perłami. Jej twarz wykrzywiła się w szyderczym grymasie tak instynktownym, że wyglądała, jakby połknęła truciznę.
„Dokąd ty się wybierasz?” – zapytała Eleanor, a jej głos brzmiał…
Jadowity syk. Wbiła pięty w ziemię, zamieniając ciało w barykadę.
Leave a Comment