Przesunął w moją stronę stronę. To był wątek e-maila – Ethan wysyłał instrukcje do księgowego, przekierowując płatności.
Na kolejnej stronie widniały rezerwacje hotelowe. Na kolejnej przelew do firmy, której nie znałam.
Wpatrywałam się w liczby, aż się rozmazały. „Czy to prawda?”
Wzrok ojca był twardy. „Odpowiedz na moje pytanie”.
„Nie” – powiedziałam. „Nic nie podłożyłem. I nie udawałem”.
Ethan skrzywił się. „To wyjaśnij, dlaczego pojawia się po tym, jak wybiegłaś zapłakana jak dziecko”.
Powoli odetchnęłam. „Może dlatego, że zrobiłaś publiczną scenę i potrzebowałaś kogoś, na kogo mogłabyś zwalić winę”.
Uśmiech Vanessy znieruchomiał. „Jak śmiesz…”
„Dość” – powiedział mój ojciec ostrym głosem. Potem spojrzał na Ethana. „Nie będę pytał twojej córki o twoje przelewy bankowe”.
Ethan zbladł. „Tato, nie rozumiesz. To były wydatki firmowe. Wiesz, jakie to skomplikowane…”
Ojciec uderzył dłonią w stół. Szklanki w szafce zabrzęczały. „Nie obrażaj mnie. To ja zbudowałem tę firmę. Znam każdy numer umowy, każdego dostawcę”.
Vanessa usiadła. „To niedorzeczne. Ktoś próbuje ją wrobić”.
Ojciec wpatrywał się w niego. „A co z hotelem?”
Twarz Vanessy poczerwieniała. „To była praca. Budowanie relacji”.
Ethan zrobił krok naprzód, jego głos brzmiał błagalnie. „Tato, daj spokój, nie możesz stanąć po stronie Leny, skoro zrobiła scenę…”
Szlochałam. „Zrobiłam scenę? Wrobili mnie”.
Leave a Comment