„Oddajcie mi pieniądze. Co tylko możecie. Współpracujcie z audytem. I podpisujcie umowę spłaty z nadzorem prawnym”.
Vanessa gorzko się zaśmiała. „Nie mamy tych osiemdziesięciu dwóch tysięcy dolarów”.
Ojciec skinął głową. „Więc sprzedajcie to, co kupiliście. Markowe torebki. Zegarek. Zaliczki. A jeśli to nie wystarczy…”
Ethan przełknął ślinę. „W takim razie zadzwoń na policję”.
„Tak” – powiedział po prostu mój ojciec.
Ethan spojrzał na mnie. „Jesteś teraz szczęśliwa?”
Pytanie – tak niesprawiedliwe, tak dziecinne – sprawiło, że poczułam ból w piersi.
„Nie” – powiedziałam. „Nie jestem szczęśliwa. Serce mi pęka. Nie kazałeś mi wczoraj wieczorem wyjść, Ethan. Wybrałeś ich – ego – zamiast mnie, prawdy”.
Ethan z początku poczuł wstyd. Tylko przez chwilę.
Potem Vanessa podeszła do drzwi, chwytając płaszcz. „Ta rodzina jest szalona”.
Ojciec jej nie zatrzymywał. „Żegnaj, Vanesso”.
Patrzyła na mnie, jakbym zrujnowała jej życie. „Zawsze chciałaś być faworytką”.
Pokręciłam głową. „Chciałam brata”.
Ethan powoli wstał, patrząc w podłogę. „Będę współpracować” – mruknął.
Leave a Comment