Odwróciła się do niego, a jej głos drżał od ledwo tłumionej wściekłości. „Wyraźnie mi powiedziałeś, że zajmowała się podstawowym wprowadzaniem danych w sądzie! Powiedziałeś mi, że jest samotniczką, która gardzi formalnymi wydarzeniami! Powiedziałeś mi, że prawie z nią nie rozmawiałeś, bo była trudna!”
Miles próbował zatkać wszystkie trzy przecieki jednocześnie, zaplątując się w sieć furii
desperacja. „Gen, kochanie, proszę, po prostu starałem się, żeby wieczór był płynny! Nie chciałem, żeby było niezręcznie! Myślałem, że wprowadzenie sędziego federalnego odciągnie uwagę od nas, od naszego wieczoru!”
Theodore Ward uniósł rękę i gorączkowe gadanie Milesa natychmiast ucichło.
„Nie, synu” – powiedział Ward, a jego głos dźwięczał absolutną, miażdżącą stanowczością. „Obawiałeś się porównania”.
Odłożył telefon Miriam na stół z cichym kliknięciem. „Nie ukryłeś siostry, żeby chronić świętość tej kolacji. Ukryłeś ją, bo w głębi duszy wiedziałeś, że prawda o jej istnieniu sprawi, że każda przesadna historia, jaką kiedykolwiek o sobie opowiadałeś, wyda się żałosna”.
Nikt nie stanął w obronie Milesa, ponieważ chirurgiczna precyzja tego stwierdzenia nie pozostawiała miejsca na dyskusję. Prawda uderzyła w salę niczym fizyczna fala uderzeniowa.
Leave a Comment