Dopóki światła były zapalone, nie zadawał pytań.
„Dom jest mój” – powiedziałem.
„Nie jest nasz. Jest mój”.
Diane szybko zamrugała.
„To niemożliwe”.
„Ale jest” – odpowiedziałem.
„A druga rzecz: twoja podróż na Hawaje z klauzulą „płacisz”? To się nazywa szantaż, kiedy towarzyszą temu pisemne groźby eksmisji”.
Marcus wyglądał źle.
„Leah, proszę…”
Instynktownie chwycił mnie za nadgarstek, jakby chciał mnie fizycznie wciągnąć z powrotem w rolę, którą dla mnie przeznaczył.
Zastępca szeryfa Ramirez natychmiast stanął między nami.
„Nie dotykaj jej”.
Marcus zamarł.
Wzrok Diane omiótł salę, kalkulując, rozumiejąc, że jej taktyka zastraszania jest bezużyteczna w obliczu odznak i dokumentów.
Pani Bennett przesunęła przed nią kolejną kartkę papieru.
„Pani Carter, jeśli pani sobie życzy, możemy porozmawiać o tymczasowym nakazie ochrony z powodu udokumentowanych gróźb eksmisji i presji finansowej”.
Głos Marcusa się załamał.
„Nakaz ochrony? Dlaczego? Nigdy pani nie uderzyłem”.
„Nie” – powiedziałam cicho.
„Po prostu próbowała pani to zepsuć, nazywając to małżeństwem”.
W sali zapadła cisza.
Wtedy Diane zagrała ostatnią kartą.
„Zadzwoń do prawnika twojego ojca” – powiedziała do Marcusa. „Teraz. Powiedz mu, że… że cię okrada. Próbuje ukraść twój dom”.
Marcus spojrzał na niego, potem na mnie, a potem na zastępcę szeryfa.
Leave a Comment