Twarz Marcusa zbladła.
„Sfałszowane? Niczego nie sfałszowałem”.
Zastępca szeryfa Ramirez wskazał na kanapę.
„Proszę usiąść. Wszyscy muszą zachować spokój, dopóki nie sprawdzimy faktów”.
Marcus spojrzał na Diane jak dziecko szukające rady.
Diane zacisnęła usta.
„To nieporozumienie” – powiedziała łagodniejszym głosem, a jej ton nagle się zmienił.
„Leah, kochanie, jesteś nękana. Nie róbmy czegoś, czego później będziesz żałować”.
O mało się nie roześmiałam.
Kochanie.
Wcześniej nazywał mnie „dziewczyną”, „pasożytem”, „urzędowym szczurem” – wszystkim, tylko nie moim imieniem.
A teraz nagle byłam „kochanie”.
Pani Bennett otworzyła teczkę i rozłożyła kilka kopii na stoliku kawowym.
Na pierwszej stronie znajdował się wniosek o kartę kredytową z moim imieniem i nazwiskiem, numerem ubezpieczenia społecznego i podpisem, który na pierwszy rzut oka wyglądał jak mój – ale nacisk pióra był inny.
Starannie wyćwiczona imitacja.
Marcus pochylił się do przodu, a potem nagle cofnął się, jakby papier go poparzył.
„To nie jest…”
„Konto zostało otwarte trzy miesiące temu” – powiedziała pani Bennett.
„Schemat wydatków prowadzi do sklepów i wypłat gotówki w pobliżu twoich stałych miejsc. Mamy również nagraną rozmowę z agencją windykacyjną, w której pani Carter wyjaśnia, że nigdy nie otwierała tego konta, a także list z prośbą o wszczęcie dochodzenia”.
Diane uniosła brodę.
„Próbuje wrobić mojego syna”.
Położyłem drugą stronę na stosie.
„To nie jedyna”.
Leave a Comment