Pogrzeb był jak rozmazany obraz.
Siedziałam z synami, ale ledwo słyszałam, co mówią.
Myśli wciąż wracały do tych numerów.
Tej nocy, sama w cichym domu, ponownie otworzyłam zdjęcie i wprowadziłam współrzędne do GPS-a.
Na mapie pojawiła się czerwona pinezka.
Na dwadzieścia trzy minuty.
Pomieszczenie gospodarcze.
To nie miało sensu.
Thomas był najbardziej zorganizowaną osobą, jaką znałem.
Wszystko oznaczał etykietami.
Zawsze mi o tym mówił, kiedy kupował nowe skarpetki.
Sekrety nie były w jego stylu.
A przynajmniej tak mi się wydawało.
Spędziłem noc szukając klucza.
Przeszukałem jego komodę, kieszenie płaszcza, torbę.
W końcu, około drugiej w nocy, poszedłem do garażu i otworzyłem jego biurko – to, co zawsze nazywał „swoim pokojem”.
W środku znalazłem ukryty schowek.
A w tym schowku… mały metalowy kluczyk.
Leave a Comment