Nie krzyczałam. Nie pytałam, co się stało. Nie dałam mamie przyjemności patrzenia, jak wybucham.
Podeszłam prosto do Emmy, przykucnęłam i stanęłam między nimi, między nią a policjantami.
„Cześć” – powiedziałam cicho, ocierając jej twarz rękawem kurtki. „Nie pójdziesz do więzienia. Spójrz na mnie. Oddychaj”.
Jeden z policjantów – musiał mieć około trzydziestki i spokojne spojrzenie – odchrząknął. „Proszę pani, czy jest pani jego matką?”
„Tak. Rachel Carter”. Mój głos był na tyle stanowczy, że nawet mnie zaskoczył. „Jaki jest zarzut?”
Diane odezwała się pierwsza, zbyt szybko. „Ukradł. Zabrał pieniądze z mojej torebki. Próbowaliśmy go powstrzymać, ale stał się oporny. Dzieci potrzebują konsekwencji”.
Lauren dodała: „On ciągle kłamie. Musi się nauczyć”.
Spojrzałam na Emmę. „Wzięłaś pieniądze?”
Usta Emmy zadrżały. „Ja… babcia powiedziała, że mogę dostać dwa dolary za furgonetkę z lodami. Wzięłam je.
Potem powiedziała, że je ukradłam. Próbowałam je oddać, ale złapała mnie za nadgarstek i…” Przełknęłam ślinę. „Powiedzieli mi, żebym mówiła prawdę, bo inaczej zostanę aresztowana”.
Drugi, młodszy policjant spojrzał na Diane. „Proszę pani, ile to pieniędzy?”
Diane uniosła brodę. „Dwadzieścia. Może więcej”.
Leave a Comment